czwartek, 27 listopada 2014

Cthulhu Dice - recenzja gry

Kiedy mój znajomy zadzwonił do mnie z wiadomością "Mam grę kościaną z kutulu!", byłem mocno zaintrygowany i z niecierpliwością oczekiwałem jego przyjścia na wieczorną rozgrywkę. Wcześniej o grze nie czytałem, a że było to dość dawno temu, żadne newsy do mnie nie dotarły. Kolega przyszedł, zagraliśmy we czwórkę i.. spakowaliśmy komponenty do woreczka bluzgając na czym świat stoi i bijąc obuchem ciupagi naszego kompana.

Wielki Cthulhu w całej okazałości

Gra jest mega prosta. Każdy otrzymuje po trzy wesołe, zielone znaczniki, będące naszą poczytalnością, kość w łapę i zaczyna się niczym nie skrępowane turlanie. Obieramy sobie za cel jednego gracza starając się wyrzucić rezultat który pozwoli nam zabrać mu jeden znacznik, turlamy jedną kością i w zależności co wylosujemy, stosujemy się do wyniku rzutu kością, następnie nadchodzi kontra od osoby którą zaatakowaliśmy i tak leci kolejka. Naszym zadaniem jest pozbawienie przeciwnikow wszystkich znaczników. Jeśli Cthulhu zabierze naraz znaczniki wszystkim graczom, wtedy to on wygrywa.

Gra jest niestety bardzo kiepska i nawet wielki Cthulhu nie jest w stanie jej pomóc. Oczywiście jest to gra kościana i trzeba się liczyć z losowością, ktoś powie. To nie losowość stanowi jej problem, to bardzo kiepska mechanika, o ile o jakiejś mechanice można tutaj mówić. Ograniczone pole działania, brak emocji, kompletnie niegrywalna padaczka. Radzę omijać szerokim łukiem.

Wiek: od 10 lat
Ilość graczy: 2-6
Czas rozgrywki: 5 min.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz