wtorek, 27 stycznia 2015

Z cyklu ZŁE GRY: "Serial Killer"

Wiele osób przejawia zainteresowanie seryjnymi mordercami. Na temat zabójców powstają książki, kręcone są filmy i programy telewizyjne, oraz... gry. Jedną z nich chciałbym dziś przedstawić, i uwierzcie mi, warunki zwycięstwa i cała idea jest doprawdy pokręcona. Autor gry przez wiele lat korespondował ze "znanym" mordercą - Johnem Waynem Gacy. Jeśli kojarzycie człowieka przy kości w stroju klauna który zabił 33 mężczyzn i chłopców, wiecie o kim mowa.

Oto i wszystkie komponenty gry - opakowane w "worek na zwłoki"

W roku 1991, człowiek który na BoardGameGeek figuruje jako Tobias Allen, stworzył grę. Nie była to ot taka sobie zwykła gra, lecz gra o seryjnych mordercach. Jako że gra została wypuszczona skromnym nakładem, a twórca sam ją opublikował, nie można było oczekiwać cudów w postaci komponentów.
Gra "Serial Killer" traktuje o nikim innym jak seryjnych mordercach w których przyjdzie nam się w grze wcielić. Zadaniem głównym początkowo było zabijanie... dzieci, jednak później źrodła podają iż zostało zamienione na "zwykłe" zabijanie ludzi i zbieranie za nich punktów. Widzicie małe różowe ludziki w woreczku na zdjęciu? To właśnie countery którymi zaznaczać mamy nasz postęp w grze. Chore, nieprawdaż? Gracze poruszają się po sporych rozmiarów mapie Stanów Zjednoczonych, a sztuka polega na tym, aby mordować tylko w stanach gdzie nie ma kary śmierci (w razie złapania wylądowalibyśmy na krześle elektrycznym lub dostali śmiertelny zastrzyk). Osoba która zabije najwięcej osób, wygrywa grę, a kończy się ona w momencie gdy zabraknie małych, różowych laleczek. Remis rozstrzygany jest przez porównanie ilości zebranych "Deathdollars" czyli waluty w grze, lub - jeśli nadal jest remis - sprawdzenia który z graczy pozostaje na wolności a który dał się wpakować do więzienia. Opakowanie gry to imitacja worka w który chowane są zwłoki ("jak jechać po bandzie to na całego" - pomyślal zapewne twórca). Dziś gra jest uznawana jako wyjątkowa obskura i jest poszukiwana przez wielu kolekcjonerów, skłonnych zapłacić za nią niemałe sumy pieniędzy. A oto kilka przykładowych tekstów na kartach, które przyjdzie nam pociągnąć w trakcie rozgrywki:

"Starsza kobieta wracająca do domu z torbą zakupów jest idealną ofiarą którą szkoda byłoby przegapić"

"Ktoś powinien powiedzieć tej dziewczynie, że bycie autostopowiczem jest niebezpieczne!"

"Spokojny akademik może przerodzić się w miejsce makabry! Ale, uważaj, w kampusie aż roi się od gliniarzy"

Specjalne karty "wyników" będą nam mówić czy morderstwo się powiodło. Im większe ryzyko złapania tym więcej punktów-laleczek zdobędziemy (odpowiednio 3 za ryzykowne morderstwo, 2 za średnio ryzykowne i 1 za zabójstwo o niewielkim stopniu ryzyka). Twórca gry sam przyznał iż stworzył ją z powodu swojej fascynacji seryjnymi mordercami. Cena "Serial Killer" w 1992 roku wynosiła $49.95, w późniejszym czasie została zredukowana to $4.95, a wiele osób uważa grę jako klasyczny przykład czarnego humoru i nie widzi w niej niczego złego. Gra została zakazana w Kanadzie (ludzie protestowali na wieść o "woreczku z małymi dziećmi", często nawet nie widząc samej gry), tymczasem autor bronił się, twierdząc, że gra jest przeznaczona dla osób powyżej 18 roku życia. Po dziś dzień uznawana jako jedna z najbardziej pokręconych i chorych gier. Jeśli taki był zamysł twórcy, to gratuluję sukcesu.

Zdjęcie: BoardGameGeek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz