piątek, 6 lutego 2015

Wiochmen Rejser - recenzja gry

Ostatnio dość często sięgam pamięcią do lat sielskich, anielskich, kiedy na wszystko było mnóstwo czasu, a człowiekowi do szczęścia wystarczał zapach łąki i obserwowanie szumiącego lasu. Jednym z naszych późniejszych biwakowych tytułów była znana gra - Wiochmen Rejser, od Kuźni Gier. Zdobyła ona u nas zaszczytne miano najlepszej gry namiotowej. Gier planszowych nie zabieraliśmy, z racji ich rozmiarów i konieczności rozkładania, tak więc pozostawaly karcianki. Obozując pośród pięknych, złotem malowanych polskich rozłogów i wsłuchując się w daleki odgłos mknącego przez pole ciągnika, regularnie rozkładaliśmy trasę tej swojskiej gry imprezowej.

Dla wielu Wiochmen Rejser to powrót do lat młodości

Zasady Wiochmen Rejsera są banalnie proste. Dojedź do końca trasy (pole zwane Remizą) przed przeciwnikiem, nie tracąc przy tym wszystkich dzieciaków siedzących na wozie. Zamiast planszy mamy karty Szosy, które po przetasowaniu rozkładamy zasłonięte na stoliku. Dzięki temu za każdym razem gra będzie nieco inna. Aby poruszać nasz wóz do przodu będziemy zagrywać specjalne karty, podczas tak zwanej fazy Rozpędu. Mamy również możliwość wstrzymywania zapędów naszych przeciwników poprzez użycie kart takich jak "Prr..". Grze towarzyszy bardzo specyficzny klimat, bijący od "Wiochmena" z każdej grafiki na karcie oraz genialnych flavor tekstów. "Ruszaj mój Bucefale", "Booorn tu bi łaaajld!!!", "Hadsz" (spróbujcie to wymówić jeśli nie wiecie o co chodzi), "Do czworaków chamy" czy też "Nu pagadi", to tylko niewielka część z pereł które wysypują się z kart niczym piach z plażowej torby po powrocie do domu.

Swojskie karty urzekają!

Nasz postęp na trasie będziemy zaznaczać pionkami. Będą nam one również służyć do oznakowania liczby dzieci które aktualnie znajdują się na naszej furmance. Oprócz pionków i kart do pudełka z grą dołączono, cytuję instrukcję: "kilkanaście specjalnych znaczników", wspomagających zmiany w Popędzie. Za owe znaczniki służą wykałaczki. Łapiecie humor którym gra jest przesiąknięta? Jakby tego było mało, stworzona została specjalna piosenka która jest niezwykle wskazana do odsłuchu w czasie Wiochmenowych rozgrywek. Zespół który piosenkę popełnił zowie się Łydka Grubasa, a treść utworu idealnie obrazuje przebieg gry.

Tak zwane karty Szosy, po których będziemy się poruszać

Jak widzicie na obrazku powyżej niektóre z kart nawiązują do naszej ówczesnej rzeczywistości, oraz znanych dzieł filmowych. Znajdziemy tu Zagubioną Autostradę Lyncha, czy też Dzieci Kukurydzy (seria świetnych horrorów). Ogromny plus dla twórców za tego typu smaczki.
Największą bolączką Wiochmen Rejsera jest losowość. To co pociągnie nasz przeciwnik, oraz na jaką kartę Szosy najedziemy, może często zadecydować o wygranej lub przegranej ("Tylko nie zepsuty PKS!". Czy klimat i swojskość Wiochmena zdołały obronić grę? Wszystko zależy od typu gracza oraz tego co kto lubi. Żadnej strategii jazdy tutaj nie możecie wypracować. Ot, ciągnij, zagrywaj i się pośmiej.

Bicz Indiany Dżonsa - to dopiero artefakt!

W naszym kręgu gra przetrwała próbę czasu. Odświeżyliśmy ją całkiem niedawno i bawiliśmy się przednio. Nie poprzestając na jednej rozgrywce (było ich około dziesięciu), przetasowywaliśmy karty i od nowa ochoczo rozkładaliśmy trasę. Może to ze względu na sentyment. Wiochmen Rejser to dla mnie przede wszystkim miłe wspomnienia chwil spędzonych z przyjaciółmi, mnóstwo śmiechu i lekka sympatyczna rozgrywka.


Wiek: od 12 lat
Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: 15 min.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz