niedziela, 1 marca 2015

Gloom (druga edycja) - recenzja gry

Deszcz lał od rana. Smętna pogoda działała niezwykle przygnębiająco na Melissę Slogar. Zabrała swą podziurawioną kapotę i wyszła z domu człapiąc anemicznie po kałużach. Znalezione w porannej owsiance robaki wcale nie poprawiły jej humoru. Szła w kierunku lasu w którym od jakiegoś czasu grasował wściekły niedźwiedź.
Powyższy fragment nie został napisany przez targanego depresją nowelistę. To jedna z historii jakie mogą nam się przydarzyć w pełnej czarnego humoru grze Gloom, gdzie zwycięzcą zostaje osoba która ześle na swoją rodzinę jak najwięcej nieszczęść.

Gloom to kwintesencja czarnego humoru

Każdy z graczy na początku wybiera rodzinę którą będzie kontrolował i ustawia przed sobą pięć kart symbolizujących poszczególnych jej członków. W czasie rozgrywki będziemy dobierać karty podzielone na kilka rodzajów: modyfikatory, wydarzenia oraz karty zgonów. Modyfikatory zwiększają lub zmniejszają poczucie własnej wartości osób na które karty zostaną zagrane. Wydarzenia mają przeróżne efekty, np. pozwalają dociągnąć więcej kart na rękę, albo zamienić karty modyfikatorów między 2 postaciami. Karty zgonów, no cóż, nazwa mówi sama za siebie.
Podczas naszej tury będziemy zagrywać te karty na wybrane przez nas postacie które leżą na stole. Zasada jest taka: karty negatywne zagrywamy na swoją rodzinę, aby wprowadzić ich w stan depresji, często prowadzący do tragicznych wydarzeń. Jeśli uda nam się wymordować całą naszą rodzinę i uzyskać jak najwięcej minusowych punktów z kart modyfikatorów - zwyciężamy! Piękne, nieprawdaż?

Przykładowi reprezentanci 4 rodzin

Pierwsza rzecz na którą zwracamy uwagę po otwarciu małego pudełeczka, to same karty którymi grać będziemy. Są one przeźroczyste, co umożliwia nakładanie karty jednej na drugą bez zasłaniania ważnych informacji. Jeśli chcemy aby jeden z naszych członków rodziny został np. zepchnięty ze schodów, bierzemy kartę z ręki i nakładamy ją bezpośrednio na kartę wybranej przez nas postaci. Po takim zabiegu widzimy już nie tylko samą kartę postaci ale i odpowiedni modyfikator który zmniejszył poczucie jej wartości. Nakładając kolejne warstwy kart możemy danej postaci jeszcze bardziej dokopać, uważając jednak aby nie zasłonić któregoś z wcześniejszych modyfikatorów. Jeśli to zrobimy, liczyć się będzie wyłącznie ten, który jest na samym wierzchu. Przeciwnicy mogą i będą zagrywać na nas karty pozytywne, które będą poprawiać nastrój naszych członków rodziny. Aby móc jakąś postać ukatrupić, najpierw musimy zmniejszyć jej poczucie własnej wartości. Wszak tylko osoby którym życie dokopało będą chciały ze sobą skończyć, jak głosi instrukcja do gry.

W tym wypadku uraczyliśmy pana Gorra gangreną

Mechanika nie powala. Ot, mamy 2 akcje w turze, zagrywamy kartę na siebie lub przeciwnika i tyle. Do tego dochodzą kombosy za które będziemy otrzymywać więcej ujemnych punktów - im więcej tym lepiej - na zasadzie łączenia symboli. Każdy modyfikator ma na sobie symbol, jeśli zagramy na jedną postać 2 karty z tym samym symbolem (np. trupiej czaszki widocznej na zdjęciu powyżej), możemy liczyć na solidny ujemny bonus punktowy. Każdy symbol coś sobą reprezentuje. Przykładowo moneta oznacza kłopoty finansowe, kielich to problemy z alkoholem, przebite strzałą serce to rozterki miłosne itp.  Rodzajów śmierci oraz kart nieszczęść jest cała masa. Możemy spalić kogoś żywcem, utopić na bagnach, zesłać różne choróbska, rozerwać kogoś na strzępy (dosłownie), udławić budyniem albo zagłodzić. Kart jest doprawdy bardzo dużo i jest w czym przebierać. Dodatkowo każda z nich ma na sobie klimatyczny flavor tekst, pozwalający wczuć się w klimat gry.

Karty modyfikatorów z klimatycznymi flavor tekstami!

Cóż zatem jest w tej grze, że tyle osób pieje nad nią z zachwytu? Po pierwsze, klimat! Gloom powala czarnym humorem. Każda karta pozwala stworzyć nam fragment historii naszej targanej nieszczęściami rodziny. Grając wieczorem i w odpowiednim towarzystwie, będziemy zachwyceni! Po drugie, przeźroczyste karty które sprawdzają się rewelacyjnie i stanowią ciekawą innowację. Po trzecie, grając w Gloom zagranie każdej karty zachęca nas do opowiedzenia w jakich okolicznościach doszło do konkretnego wydarzenia. To sprawia, że istotą gry staje się nie prosta mechanika, lecz opowieści które wymyślimy. Dzięki sporej ilości kart i naszej wyobraźni, regrywalność jest olbrzymia!

"Umarł Maciek, umarł i leży na desce. Gdyby mu zagrali, podskoczyłby jeszcze!"

Dla kogo ta gra nie jest.. Dla osób nie lubiących czarnego humoru, wielbicieli wyszukanych mechanik oraz tych którzy nie przepadają za grami storytellingowymi. Nie jest to gra dla wszystkich, a opisując zasady i tłumacząc o czym gra traktuje niektórzy mogą mieć opory i wybałuszać oczy ze zdziwienia. Nie polecam zabierać gry na spotkania rodzinne z dziadkami, lub do osób których zbyt dobrze nie znamy: "No wiecie, gra jest bardzo prosta. Musimy wymordować wszystkich członków rodziny i zsyłać na nich choroby i inne nieszczęścia".

A zatem czy klimat, nietypowe karty, czarny humor i snucie opowieści wystarczają? Ba! Najważniejszym wyznacznikiem wartości gry powinna być dobra zabawa, a w Gloom gra się świetnie! Jeśli tylko potraktujemy zabawę z przymrużeniem oka.

Pod tym linkiem znajdziecie unboxing gry.


Wiek: od 13 lat
Ilość graczy: 2-5
Czas rozgrywki: 60 min.



4 komentarze:

  1. Niezla musi byc ta gra. Chce!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe czy wezmą się za polską wersję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze piękna jest ta gra. Klimat też rewelacyjny. Liczę, że ktoś to u nas wyda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gra się super! Można przy tym snuć świetne opowieści, a wyobraźnia pracuje. Dodatki do gry też wymiatają i super rozbudowują Glooma :)

      Usuń