poniedziałek, 9 listopada 2015

Eternal Glory - recenzja gry

Jednym z największych grzechów gier które pojawiają się na Kickstarterze, są kiepskie oprawy graficzne. Wielu z nas, przeglądając kickstarterowe nowości, często scrolluje myszką w dół po szybkim zerknięciu na główną grafikę. Nieciekawe, nudne, wyblakłe, trąci amatorszczyzną? Zjeżdżamy w dół (w poszukiwaniu kolejnej gry z toną figurek).
Eternal Glory to karcianka, która już na wstępie miło zaskakuje. I nie mówię tu tylko o bombowych rysunkach wojowników, wymachujących wielkimi toporzyskami.

Ilu przeciwników zdołasz pokonać?

To jeden z tytułów, gdzie do rozpoczęcia pierwszej rozgrywki wystarczy już 5 minut po rozpakowaniu. Krótka instrukcja i proste zasady. Ale o co w tym wszystkim chodzi? W grze Eternal Glory zaciskamy pięści, tudzież dobywamy olbrzymich toporów i ruszamy przed siebie, tłukąc na miazgę i siekając hordy wrogów. W momencie gdy setny przeciwnik zostanie pokonany - czy to przez nas, czy przez naszego przeciwnika - kończymy trwającą rundę i gra dobiega końca. Osoba, która pokonała największą liczbę wrogów zwycięża rozgrywkę.

Karty Ataku - przyznajcie, że grafiki są prześliczne!

Liczbę pokonanych wrogów zaznaczamy na specjalnych planszetkach. W mojej wersji recenzenckiej takową sobie wydrukowałem. Tura przebiega szybko i sprawnie. Na początku losujemy po 5 kart, które bierzemy na rękę. W czasie naszej tury możemy zagrać jedną kartę z ręki lub odrzucić dwie dowolne. Po odrzuceniu kart, lub rozpatrzeniu efektu na karcie dobieramy karty na rękę, tak aby ponownie mieć ich 5. Ot i cała filozofia.

Karty dzielą się na kilka rodzajów: Karty Ataku, Karty Przedmiotów oraz Karty Zagrożeń.
Aby osiągnąć progres na planszetkach, musimy używać przeróżnych kart Ataku. Tych możemy używać osobno, lub w połączeniu z jedną z Kart Przedmiotów. Tak się składa, że w Eternal Glory wszytkie przedmioty to topory, stąd też na kartach często powtarza się słowo 'Axe'. 

W grze są dostępne cztery rodzaje toporów

Karty Przedmiotów zagrywamy poprzed umieszczenie jednej z nich przed siebie. W czasie gry możemy mieć tylko jeden topór, aczkolwiek jeśli mamy ochotę, możemy go zamienić na inny. Słowo wyjaśnienia, czym są te dziwne cyfry obok grafik. Otóż informują nas o tym, ile kart danego rodzaju znajduje się w talii. Bardzo przydatna rzecz dla początkujących graczy, która pozwala przygotować się na niespodzianki które mogą uskutecznić nasi przeciwnicy. Cyfry te występują na wszystkich kartach w grze. 
Często grając w jakiś nowy tytuł i nie znając wszystkich kart, zastanawiamy się co nasz oponent może mieć na ręce. Lewis Terry (autor gry) pomyślał o tym aspekcie i wrzucił taką mini ściągę na każdą kartę. Świetna sprawa!

Karty Zagrożeń, czyli przerażajacy Boss Monsters!

Ostatni rodzaj kart dokładać będziemy bezpośrednio przed przeciwnikiem. Stwory znajdujące się na kartach będą wstrzymywać postępy naszych oponentów. Dopiero po pozbyciu się określonej ilości kart z ręki, Boss Monstera można odrzucić (utłuc/skilować), czy jak wolicie - dednąć. Pokonanie tych przeciwników nie nalicza się jednak do ogólnej liczby załatwionych wrogów.

Dzięki różnorodności efektów na kartach, mamy spore możliwości kombinowania. Od nas - i od odrobiny szczęścia - zależy czy będziemy przygotowani aby zanegować jakąś niemiłą kartę. Dobrze mieć na ręce jakieś karty defensywne, aczkolwiek momentami sytuacja w grze może stać się zupełnie nieprzewidywalna. I tutaj łyżka dziegciu... W czasie rozgrywki może zdarzyć się sytuacja, kiedy przez kilka tur nie będziemy mogli wykonać żadnej akcji poza odrzucaniem kart i dobieraniem nowych (jest to ponoć niezwykle rzadkie zjawisko). Od razu dodam, że nam nie zdarzyło się to ani razu (12 rozgrywek), niemniej instrukcja zawiera takowe ostrzeżenie. Na szczęście gra została dobrze zbalansowana i rozgrywka jest płynna, a nasze tury nadchodzą bardzo szybko, nawet w przypadku gry na 4 osoby. No, chyba że mamy w ekipie gracza-szachistę.

Oj, zdarzy się nam czasem paść w boju

Wykonanie gry stoi na bardzo wysokim poziomie. Solidne, laminowane karty z pięknymi grafikami genialnie "leżą" w dłoni i z niezwykłą przyjemnością się je zagrywa. Kiedy po raz pierwszy ujrzałem grę, byłem zachwycony, jednak przyznam, że miałem pewne obawy co do prostej, bądź co bądź, mechaniki i nie wiedziałem jak szybko gra się nam znudzi. I po raz kolejny miła niespodzianka - w Eternal Glory gra się o wiele lepiej niż to się może wydawać! Jest to jedna z tych gier, w które tuż po pierwszej partii ma się ochotę na więcej, a w miarę upływu czasu ta ochota jeszcze bardziej narasta. Wielka szkoda, że nie ma większej liczby kart, bo aż prosi się o dodatki! Więcej kart, więcej kombinacji, więcej zabawy! Polscy wydawcy powinni zanotować sobie ten tytuł.

Dlaczego warto dać szansę tej grze? Prosta, acz solidna mechanika z odpowiednią dawką negatywnej interakcji, rewelacyjne wykonanie i grafika, bardzo szybka nauka zasad, kapitalny motyw z licznikiem kart, niemalże eskpresowa rozgrywka bazująca na mechanikach Take That i Hand Management, oraz... cena! Najniższy próg, to równowartość 30 PLN! Dobra robota, Lewis!

Grę możecie wspierać na Kickstarterze (TUTAJ), do czego gorąco zachęcam!

Serdeczne podziękowania dla wydawnictwa British Briefs, za przesłanie gry do recenzji!



Wiek: od 8 lat  
Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: 10-40 min.


British Briefs

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz