niedziela, 21 lutego 2016

Warhammer Quest - recenzja gry

Klimat ponurego Warhammerowego świata, w którym Skaveńska rasa snuje odwieczne plany zalania wszystkich terenów swą szczurzą hordą, jest tematem bardzo wdzięcznym na grę przygodową. Ileż już tego nie było - planszówki, bitewniaki i gry komputerowe, a twórcy nadal sięgają do Warhammerowej studni i czerpią pomysły na nowe źródła rozrywki. Tym razem trafiło na kooperacyjną karciankę, nastawioną na przygodę, odkrywanie nowych lokacji i walkę z całymi zastępami plugawych stworów, które odnawiają się niczym wrzody na ciele wyznawców Nurgle'a.

Tak jest, można grać samotnie!

Na samym początku muszę wyjaśnić pewną rzecz. To właśnie Warhammerowi zawdzięczam wciągnięcie w świat gier fabularnych RPG, oraz odkrycie takich pereł literatury fantasy jak przygody Gotreka Gurnissona i Felixa Jaegera. Do gry nastawiony byłem zatem bardzo pozytywnie nim jeszcze rozpakowałem pudełko, oczekując olbrzymiej immersji i szybkiego wciągnięcia w fantastyczny świat, tak jak to było za czasów mojej młodości.

Instrukcja mogłaby być nieco lepiej napisana

Przez instrukcję przeleciałem w try miga. W głowie nieustannie obijały się te same hasła: "przygoda, eskploracja, rzeź SKAVENÓW!". Po szybkim rozstawieniu kart do misji zapoznawczej zabawa się rozpoczęła.
W Warhammer Quest zapuszczamy krasnoludzkie brody, przywdziewamy zbroje i magiczne szaty, tudzież łapiemy za łuki i zapuszczamy się w niebezpieczne miejsca, gdzie naszym głównym zadaniem będzie tłuczenie wszystkiego co wejdzie w nasze pole zasięgu. Gra składa się z kilku naprzemiennych faz, w których aktywować będziemy prowadzonych przez nas bohaterów, naszych wrogów, a następnie lokację w której aktualnie przebywamy.

Misje zapewniają nam wątek fabularny

Prowadzeni przez nas bohaterowie mają cztery podstawowe karty umiejętności których będziemy używać w czasie trwania misji. W miarę upływu czasu zdolności będą mogły być ulepszane, wprowadzając ukochany przez wielu element RPG-ów. Jeśli myślicie że w czasie rozgrywki czeka nas niczym nieskrępowana rzeź goblinów, na wzór Snorriego Gryzonosa, jesteście w błędzie (ale tylko częściowo). 
To prawda, że gra skupia się na walce i pokonywaniu kolejnych zastępów potworów, jednak mechanika gry nie pozwala nam na nieustanne atakowanie. Otóż po wykonaniu akcji ataku, takową kartę musimy tapnąć, czyli chwilowo dezaktywować. Do czasu skorzystania z karty odpoczynku (kolejna z 4 kart), nie możemy zaatakować ponownie. Nadal mamy jednak do dyspozycji inne akcje i to właśnie my musimy zadecydować której w danym momencie najlepiej użyć.

Klimatyczne Warhammerowe grafiki

To, której karty najlepiej użyć, podyktowane będzie aktualną sytuacją na placu boju oraz w jakim stanie znajduje się nasz sojusznik z drużyny. Gra mocno premiuje współpracę między postaciami i o pojedyńczych wędrówkach w nieznane, bądź wpadaniu w szał bojowy i machaniu toporem z pianą na ustach możecie zapomnieć. Jedna z naszych kart ma bardzo specyficzny efekt, a mianowicie "Wsparcie". Po jej użyciu nasz sojusznik otrzymuje specjalne żetony, które wspomagać go będą podczas wykonywania jego akcji.
Jeśli czytaliście przygody Gotreka, najlepiej może to zobrazować tom "Zabójca Skavenów", w którym krasnolud wraz z Felixem, Hefem, Spiderem i innymi straceńcami eksplorowali cuchnące kanały.

Znacznik pierwszego gracza, trochę żetonów i... kostki!

Każdą lokację będziemy mogli również eksplorować (!). Jak powszechnie wiadomo, siedliska potworów skrywają skarby, które aż proszą się aby je odnaleźć. Zebranie określonej ilości "sukcesów" w czasie penetracji nowych miejsc pozwoli nam to miejsce opuścić  i przejść do kolejnego. Czym te "sukcesy" są? Bez względu na to co zdecydujemy się robić, w grze nieustannie będziemy rzucać kostkami, aby określić czy dana akcja nam się powiodła, czy też nie. Dotyczy to zarówno walki, obrony, eksploracji jak i wsparcia. 
Kostki są świetnie wykonane i rzucamy nimi z wielką przyjemnością. Jednym z powodów takowej radości w czasie turlania jest jedna ze ścianek, która ma na sobie coś co się zowie "Krytycznym Sukcesem". Pozwala nam on na ponowne rzucenie kostką i kumulowanie uzyskanych w ten sposób sukcesów. Dzięki temu, nawet w zgoła beznadziejnej sytuacji - i przy sporej ilości szczęścia - jesteśmy w stanie ubić potężnego wroga. Nieoczekiwane zwroty akcji i przygoda pełną gębą - to jest to!

Całe kopce przeróżnych kart okraszonych genialnymi grafikami

Walka bywa ciężka a stopień trudności jest tutaj naprawdę wysoko ustawiony. Co prawda grać można do 4 osób, jednak jest to dość ekstremalne wyzwanie. Zamiast sensownego ustawienia liczby przeciwników (którzy potrafią nam nieźle dosolić), naszym bonusem jest zwiększenie liczby Punktów Życia (które z kolei potrafi dość szybko topnieć). Rozgrywka w jedną osobę potrafi dostarczyć takiej samej frajdy jak zabawa z kompanem, jednak musimy pamiętać o umiejętnościach obydwu postaci które będziemy kontrolować.
Co jeszcze oprócz walki i odnajdywania przedmiotów może nas spotkać w czasie przygód? Możemy się zacząć wykrwawiać lub rozchorować (znane z Descenta karty stanów), zostać wzmocnieni, stać się posiadaczem jednego z przedmiotów legendarnych przypisanych wyłącznie naszej postaci, lub boleśnie odczuć skutki działania naszego Nemesis - bardzo paskudnego wroga który będzie nam nieustannie przypominał o swojej obecności. Słowem - przygoda!

Przykładowi przeciwnicy (ach, te Warhammerowe grafiki!)

Warhammer Quest daje niemal wszystko, czego miłośnik przygody i eksploracji może oczekiwać. Walka po jakimś czasie może stać się monotonna, choć zróżnicowanie wrogów i ich umiejętności nieustannie stawiają nowe wyzwania. Balans postaci mógłby być nieco lepszy, a jedynym usprawiedliwieniem jego braku jest nastawienie gry na ścisłą kooperację i wzajemne się uzupełnianie. Ot jedna z postaci będzie obrywać znacznie więcej niż inne, podczas gdy elf będzie szył z łuku jako support nie tracąc przy tym zbyt wiele.
Grafiki to prawdziwa uczta dla oczu! Klimat Warhammera w pełni wyczuwalny. Ropiejące, obszarpane ghoule, przebiegłe skaveny mierzące do nas z długich karabinów opatrzonych w celowniki, szczerzące pożółkłe zębiska gobliny dzierżące swe poskręcane przerdzewiałe miecze. Jest moc! Jest przygoda! Jest Warhammer!

Po przejściu całej kampanii umieszczonej w podstawce, możemy kontynuwać nasze przygody zapuszczając się do losowych lokacji. Po jakimś czasie wielu z nas może odczuć pewien niedosyt i całość nieco spowszednieje. Zróźnicowanie wrogów jest spore, jednak do dyspozycji mamy wyłącznie cztery postacie, które przy nadmiernym graniu mogą nam się po prostu znudzić. Rozwiązaniem będą oczywiście rozszerzenia, które Fantasy Flight Games z pewnością szykuje.

Jedno jest pewne. Warhammerowości tej gry i przewybornego klimatu Starego Świata podważyć nie można! Brakuje tylko Gotreka, Felixa, Malakaia, Snorriego i spółki.


Wiek: od 14 lat
Ilość graczy: 1-4
Czas rozgrywki: 30-60 min.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz