niedziela, 8 maja 2016

Z cyklu ZŁE GRY: "Playing Gods: The Board Game of Divine Domination"

Budda dzierżący sześciolufowy karabin M134, znany bardziej jako Minigun? Zamaskowany Allah z wielkim tasakiem w jednej i bombą w drugiej dłoni? Zombie Jezus zamachujący się krzyżem na niewiernych? Takie postacie znaleźć można w planszówkowym dziele Benjamina Radforda, traktującym o zwalczających się Bóstwach.
Wojny religijne nabierają tutaj całkiem nowego znaczenia!
Fanatycy i dewoci przed lekturą proszeni są o spożycie Valerianu.

Autor pojechał po całości

Pudełko z grą zawiera 5 figurek symbolizujących bóstwa, a zarazem będące pionami graczy. Oberwało się wszystkim po równo: chrześcijaństwu, judaizmowi, islamowi, buddyzmowi oraz hinduizmowi. Oczywiście nie wyczerpuje to listy znanych nam religii, tak więc w pakiecie otrzymujemy szóste bóstwo, które możemy wybrać wedle naszego upodobania. W tym celu do pomocy służyć nam będzie zestaw naklejek, dzięki któremu staniemy na czele np. Świadków Jehowy, kościoła scjentologicznego, wyznawców Zeusa, czy też kultu pod nazwą Oprah Winfrey (niezwykle znana amerykańska dziennikarka i prezenterka telewizyjna).

No właśnie, ale o co w tym wszystkim chodzi i czy warto się w grę zaopatrywać?

Cudne miniaturki z wersji limitowanej

Plansza składa się z dwóch części. Pierwsza z nich, ulokowana pośrodku, to mapa świata, odzwierciedlająca zasięg poszczególnych religii i centra kultu. Druga część planszy to zewnętrzna, nazwijmy to - sfera astralna, po której będziemy się poruszać na eurobiznesowej zasadzie roll&move.

Istnieją również dwie taktyki. Pierwsza z nich to bezkrwawa próba nawrócenia członków innych religii na naszą wiarę, kolejna to brutalne rzezie wyznawców innych bóstw, zsyłanie katastrof naturalnych, itp. W tym celu będziemy się posługiwać specjalnymi kartami "bożego gniewu".

Mechanika nie grzeszy oryginalnością

Gra jest w zasadzie niezwykle prosta i jej najmocniejszymi stronami są humor i nietypowa tematyka. Jeśli oczekujecie równej, zbalansowanej i uczciwej rozgrywki - możecie o tym zapomnieć. Przykładowo: jedna z kart nosi nazwę "Zabójca Bogów". Po wylądowaniu na odpowiednim polu i zagraniu owej karty, unicestwiasz jednego przeciwnika. Ot, tak, po prostu.

Pod względem wykonania, zarówno planszy jak i figurek, nie można absolutnie do niczego się przyczepić. Niestety jeśli mówimy o same rozgrywce, opinie wielu graczy nie powalają na kolana i raczej zniechęcają do wzięcia udziału w wyścigu o tytuł jedynego bóstwa na świecie.

Genialnie pomalowane figurki - dzieło Franka Straussa (dostępne na stronie BGG)

Czy na świecie - jakby się mogło wydawać - zawrzało po publikacji tak bluźnierczej gry? Opinie były całkiem przychylne i jad krytyków nie był taki, jak tego niektórzy oczekiwali. 
Znana amerykańska gazeta USA Today, umieściła na swojej stronie ankietę w której zapytała swoich czytelników: Czy Playing Gods przekroczyło granice dobrego smaku? 
Reakcja czytelników była podzielona, gdzie 48% stwierdziło, że owszem, twórcy przegięli, przy 50% którzy wybrali opcję - Twórcy mogli pójść nieco dalej

Ciekaw jestem jak przedstawiałby się wynik ankiety u nas w kraju, lub dajmy na to, Arabii Saudyjskiej ;)

Gra jest nadal dostępna do kupienia, choć głównie na rynku wtórnym.


Źródło: BoardGameGeek, Blog Drake's Flames, Wikipedia
Zdjęcia: BoardGameGeek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz