sobota, 11 czerwca 2016

Northmark: Hour of the Wolf - recenzja gry

Pod tym tajemniczo brzmiącym tytułem kryje się całkiem zgrabne połączenie karcianki deckbuildingowej z klasyczną grą RPG. 
W grze przenosimy się do pełnego niebezpieczeństw, magii i dziwnych stworów świata fantasy zwanego Northmark. Naszym głównym zadaniem będzie uratowanie naszej ojczyzny i odkrycie kto stoi za spiskiem mającym na celu wymordowanie możnowładców naszej krainy. 

Oto przed nami kolejna przygoda w świecie fantasy

Tak, tak, po raz kolejny przyjdzie nam ratować innych z opresji, wykonywać szereg zadań i walczyć z przerażającymi wrogami.
Historia może i nie grzeszy oryginalnością, jednak Northmark posiada kilka innych zalet, które pozwalają nam radować się rozgrywką. Oto bowiem, system walki został przedstawiony w postaci gry karcianej. Co więcej, nowe karty będziemy mogli zdobywać dzięki eksploracji świata i naszym postępom w odkrywaniu wątków fabuły. Wszyscy miłośnicy deckbuildingu powinni być zadowoleni, albowiem to od nas zależy jakie karty włożymy do talii.

 Do wyboru, do koloru

Grę rozpoczniemy od wyboru postaci (4 do wyboru) oraz naszej profesji, również 4: Wojownik, Paladyn, Mag Mrozu, oraz Druid. Wybory te wiążą się z konkretnymi bonusami jakie otrzymamy na starcie. Po zgromadzeniu odpowiedniej liczby punktów doświadczenia i uzyskaniu nowego poziomu będziemy mogli zwiększać aż 10 różnych statystyk (5 ofensywnych i 5 defensywnych).
Przygoda rozpocznie się od naszych odwiedzin w zamku Northmark, będącym jednym z 31 lokacji jakie możemy odwiedzić w grze. 

 Znajomo wygląda, nieprawdaż? ;)

Tuż po uruchomieniu gry kilka miłych niespodzianek. Po pierwsze, niesamowicie klimatyczna ścieżka dźwiękowa jaka płynie do nas z głośników/słuchawek i będąca absolutnym strzałem w dziesiątkę (ach ten kobiecy wokal!). Po drugie grafika. Zarówno lokacje jak i postacie wyglądają wprost rewelacyjnie, niczym wyjęte ze stronic baśni. Trzecia rzecz, to wygląd interfejsu. Prosty, intuicyjny i przyjazny dla użytkownika.

Karty - w sumie mamy ich aż 180! - które będziemy wkładać do talii dzielą się na 2 rodzaje:

♦ sojuszników (przed każdą walką możemy wybrać 3 z nich)
♦ sprzęt i zaklęcia (czyli czym będziemy razić wrogów)

 A tak wygląda sama walka

Słów kilka o rozgrywce.
Na starcie postanowiłem stworzyć postać wojownika i w czasie gry inwestowałem w sumie wyłącznie w 2 statystyki, co okazało się być zupełnie wystarczające aby nie mieć najmniejszych problemów w każdej z walk. Duża w tym zasługa kart, które postanowiłem włożyć do swojej talii, a które opierały się przede wszystkim na zwiększeniu siły ataku i mocnych ciosach. To w zasadzie wystarczyło abym po 3 rundach gry, w czasie których nakładałem na drużynowego woja same karty bonusowe, zabierał on niemal całą całość punktów życia moim wrogom.

Do boju panowie!

Jedyne potyczki nastręczające mi niewielkich trudności, były walki z przeciwnikami którzy posiadali w swoim decku karty manipulujące moimi.
Po dołączeniu niesamowicie mocnej karty zwiększającej atak o 250%, zadawałem obrażenia przekraczające 50 punktów. Dla porównania - przeciwnicy mają często ok. 20 punktów życia (plus obrona), a jeden z achievementów w grze, o groźno brzmiącej nazwie Destroyer, zostaje odblokowany po zadaniu... 15 punktów obrażeń.
Po odkryciu odpowiedniej taktyki gra jest niestety zdecydowanie zbyt łatwa. Finałowa walka to była prawdziwa rzeź, w czasie której nawet nie skupiałem się na obronie.

Romowa z królem Ironbuttem to jedna z pereł Northmarka :)

Z miejsca pochwalić należy humor twórców, a także wspomnieć o nawiązaniach do znanych nam filmów i książek.
Każda lokacja do której dotrzemy, przedstawiona jest w sumie grafiki na której możemy kliknąć poszczególne jej elementy. Na owych grafikach poukrywane są również skrytki, z których możemy wysupłać co nieco złotych monet, a także skrzynie i kufry, których otwarcie wymaga od nas odgadnięcia hasła (tutaj, często uzyskujemy podpowiedź w formie zagadki).
Większe lokacje rzecz jasna mają na sobie nieco więcej miejsc do odwiedzenia, typu: sklepy, gdzie zaopatrywać możemy się w nowe karty, czy areny, gdzie możemy sprawdzić się w boju z różnymi przeciwnikami i zarobić nieco waluty.

Tryb pojedynków, czyli dla tych którzy czują niedosyt (jak ja)

Wielka szkoda, iż łączny czas w czasie którego zdołamy wyjaśnić tajemnicę zamachów i ukarać winowajcę (niespodzianką raczej nie jest tożsamość głównego Złego paskudnika), to zaledwie 3-4 godziny. Po tak szybkim przejściu gry możemy odczuwać pewien niedosyt. Zwłaszcza, że zdążyliśmy przyzwyczaić się do zwerbowanych przez nas pomocników oraz naszej talii.

Twórcy Northmark: Hour of the Wolf zapewne zdawali sobie sprawę z długości fabuły i postanowili wprowadzić do gry tryb pojedynków, nie będący powiązany z fabułą główną, a gdzie możemy sprawdzić się w walce różnymi taliami (w tym złożonymi z dziwnych kreatur).

Gra wciągnęła mnie niesamowicie od momentu jej uruchomienia. W miarę upływu czasu, po kolejnych dość prostych walkach miałem nadzieję na jakieś rzeczywiste wyzwanie gdzie mógłbym sprawdzić inne karty z mojej kolekcji i troszkę więcej pokombinować. Niestety takowego wyzwania się nie doczekałem, a przeciwnicy w postaci smoków padali niczym skaveni pod toporem Gotreka Gurnissona. Duża w tym wina niektórych kart, które są zdecydowanie zbyt mocne.

Pomimo wyszczególnionych powyżej minusów, obcowanie z tym tytułem nadal daje sporo frajdy. Mnóstwo kart do wyboru, zapadające w pamięć postacie, klimatyczna muzyka i porządna grafika. Ech, gdyby gra była nieco dłuższa i trudniejsza, byłoby naprawdę super.


Platforma:  iOS/PC/Mac
Rodzaj: karciana, deckbuilding, fantasy
Gra/Aplikacja płatna










Wymagania PC: Win XP/7 lub późniejszy, 1.5 Ghz, 1 GB RAM, 50MB miejsca na dysku  
Wymagania Mac: OS X 10.6.6 lub późniejszy, 1.5 Ghz, 1 GB RAM, 60MB miejsca na dysku
Wymagania smartfon: minimum iOS 4.0, kompatybilność z iPad

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz