niedziela, 27 listopada 2016

Creature College - recenzja gry

Witajcie na uczelni dla małych geniuszów. Trafiliście w samą porę, gdyż właśnie rozpoczyna się Creature Cup, w którym będziecie przywoływać stworki najrozmaitszej maści i rodowodu, oraz walczyć z tymi jakie zostały zagarnięte przez przeciwników. Spokojnie, nie ma się czego obawiać! Do dyspozycji mamy wielkie, laserowo-plazmowe spluwy, które wspomogą nas w walce! Kryształy na stole? Karty przygotowane? A zatem do boju!

Uczelnia skupia najznamienitsze młode umysły, choć nieco "zakręcone" :)


Creature College to wesoły, kolorowy i szalony tytuł familijny bazujący na mechanice licytacyjnej. W grze mamy 3 rundy, będące następującymi po sobie porami roku, a w których są 4 fazy: pierwsze trzy to właśnie licytacja, w ostatniej dochodzi do walki pomiędzy przywołanymi do nas stworkami. Zadaniem graczy jest uzyskanie jak największej liczby punktów zwycięstwa pod koniec gry. Punkty zdobywać możemy na kilka różnych sposobów, toteż planowanie i pewna doza strategii są tutaj nieodzowne.

 Na planszetkach znajdziemy kilka sektorów na których umieszczamy karty, znaczniki i kryształki

Przed rozpoczęciem rozgrywki każdy z graczy otrzymuje dość sporych rozmiarów planszetkę w wybranym przez siebie kolorze, zestaw znaczników, a także kartę misji wskazującą ile stworków danego rodzaju musimy przyzwać aby dostać dodatkowe punkty pod koniec gry. Oprócz tego do dyspozycji będziemy mieć jedną kartę zdolności, która to może nam pomóc w potrzebie i nagiąć nieco reguły gry na naszą korzyść.
Przyzywane potworki dzielą się na 5 rodzajów odpowiadających głównie żywiołom. Mamy tu zatem standardowo: ziemię, powietrze, ogień i wodę, a także stworki mityczne. Wśród kart potworków które będziemy przyzywać znajdują się także *jokery* odpowiadające dowolnemu, wybranemu przez nas rodzajowi.

Zdolności oraz misje - przykładowe karty

Po cóż gromadzić stworki różnego rodzaju? Oprócz bonusu z misji za uzbieranie konkretnych typów, pod koniec każdej pory roku nasze potworki - mające wartość bojową określoną cyfrą - będą się nawzajem tłuc. Każdy z graczy będzie mógł kolejno zaatakować swojego sąsiada - z lewej i prawej strony - wybierając swojego reprezentanta i wzmacniając go w razie potrzeby Kartami Walki (dodają konkretną liczbę punktów do wartości bojowej). Obrońca może starać się zablokować napastnika i uniemożliwić mu zdobycie kryształków za które pod koniec gry zbiera się punkty zwycięstwa. Aby to jednak uczynić, stworek wyznaczony na obrońcę musi być tego samego rodzaju/żywiołu co napastnik.
Ponadto, jeśli przyjrzycie się planszetce graczy, zauważycie, że im więcej potworków jednego rodzaju uzbieramy, tym większy bonus zapewnimy sobie w momencie podliczenia punktów (aż do 30!). 

Skupicie się na atakach, tak, aby przeciwnicy nie mogli zablokować, będziecie chcieli po prostu wykonać misję, a może zechcecie zbierać stwory różnego rodzaju przeskakując na progi zapewniające większą liczbę punktów. Jaką taktykę obierzecie zależyć będzie wyłącznie od Was.

Znaczniki uzbieranych stworków (lewa strona), oraz licytacyjne

Na początku każdej tury losować będziemy konkretną liczbę kart stworków, które następnie rekrutujemy. Do licytacji używać będziemy znaczników o różnej wartości, od 1 do 9, z zastrzeżeniem użycia każdego z nich wyłącznie jeden raz. Kolejność graczy zmieniać się będzie w każdej turze, na podstawie tego kto użył znacznika o najwyższej wartości. Jak w każdej dobrej grze licytacyjnej, tak i w Creature College istnieje również możliwość przelicytowania innego gracza, w momencie gdy postawimy na którejś z kart znacznik o wyższej wartości. W miarę zdobywania kolejnych istot danego typu, na planszetce zwiększać się będzie nasz poziom specjalizacji w danym żywiole.

Mechanika jest prosta i bardzo intuicyjna, dzięki czemu 8-latki nie będą mieć absolutnie najmniejszych problemów z ogarnięciem prawideł gry i wciągną się w wir rozgrywki bardzo szybko. Grę testowałem między innymi na 8-latkach - moja córka i jej przyjaciele są w tym wieku - którzy radzili sobie wybornie, a wesołe pokrzykiwania wokół stołu i emocje w czasie licytacji i walk świadczyły o tym, że dzieciarnia dobrze się bawi :) 

Zasady spisano w języku angielskim i niemieckim - ech, to Essen ;)

Mini karty rozwoju z Laboratorium

W pudełku z grą znajdziemy sześciostronicowa instrukcję nie przesyconą obecnością nadmiernych ilości grafik, za to z dość sporych rozmiarów czcionką i odpowiednimi przykładami rozgrywki. Zasady wytłumaczone są w sposób idealny, w czym wielce pomocna jest ogólna prostota rozgrywki, która jednocześnie stwarza kilka różnych dróg do zwycięstwa.

Rozstawienie Creature College na stole i przygotowanie partii zajmuje dosłownie chwilę. Kryształów nie trzeba segregować (nie sugerujcie się zdjęciem poniżej - córce się nudziło ;) ), karty i znaczniki rozstawia się szybko i sprawnie.

Jesteśmy po kilku turach rozgrywki

Po zakończeniu każdej licytacji gracze rzucają 2 kostkami, po czym wybierają jedną z nich. Kostka biała daje nam szansę na pociągnięcie 1 lub 2 Kart Walki, natomiast kość czarna wskazuje dwa symbole z łącznej liczby trzech możliwych (wybieramy tylko jeden symbol):

Karty Rozwoju Kryształów - dostajemy większą liczbę zielonych kryształków za wygrane walki, lub mniejszą liczbę kryształków czerwonych za walki przegrane
Karty Rozwoju Żywiołów - przesuwają znacznik dowolnego żywiołu o 1 lub 2 miejsca pod koniec gry (w ten sposób możemy właśnie dojść do 9 poziomu)
Karty Zwycięstwa - wskazują liczbę punktów jaką otrzymujemy do ogólnej punktacji

Na samym dole planszetek graczy widnieje 5 pustych miejsc oznaczonych jako Research Lab. To właśnie tam umieszczać będziemy wspomniane wyżej karty. Liczba miejsc jest ograniczona, więc uważajcie aby nie przeholować w trakcie rozgrywki.

 Karty wspomagające nas w czasie walki

Wśród kart stworków, które będą pojawiać się na licytacji znajduje się jedna niedobrota, zwana Kevinem Wielką Świnią. W momencie gdy ten gagatek pojawi się w grze, jesteśmy zmuszeni zakasać rękawy, przygotować blastery, zwołać szyki obronne i stoczyć walkę z hultajem. Za wygraną nie jesteśmy nagradzani w żaden sposób, natomiast przegrana z Kevinem wiąże się z pobraniem czerwonych kryształów, dających minusowe punkty zwycięstwa.
Kevin będzie stawał się coraz mocniejszy z rundy na rundę, toteż warto być przygotowanym na to, iż w pewnym momencie się pojawi i zechce nam napsuć nieco krwi.

Kryształki - dzieciaki wręcz się o nie biją :)

Jakość komponentów stoi na porządnym poziomie. Przede wszystkim świetna wypraska, pozwalająca swobodnie pomieścić wszystkie elementy i zawrotna ilość lśniących w promieniach słońca kryształków w dwóch kolorach (jest ich aż 200!) - dzieciaki je uwielbiają! Graficznie - czad! Spozierające z ilustracji potworki są śmieszne i przemawiają do wyobraźni naszych pociech w czasie toczonych walk, w czasie których powstają arcyciekawe historie, bazujące na popularnych kreskówkach i uzupełnione o własną imaginację. Jedynym minusem jest czarna kostka, a raczej symbole na niej przedstawione, które dość ciężko rozróżnić. Dziwić może również nieco sam rozmiar pudełka, odbiegający od standardowego kwadratu, przez co gra musi trafić na zupełnie inną półkę niż większość.
Jedynym nieporozumieniem do jakiego doszło w jednej z naszych partii była pomyłka odnośnie przynależności stworów powietrza do żywiołu ziemi. Skutkiem tego było zbieranie przez jednego ze starszych graczy całkowicie innych stworów niż te na karcie misji. Przed rozgrywkami warto spojrzeć na ikonografię i wiedzieć które kolory czemu odpowiadają.

Pokemonowo wyglądające potworki i mnóstwo kolorów cieszą oko

Czas trwania gry nie powinien przekroczyć godziny, pod warunkiem, że nie jest to Wasze pierwsze spotkanie z tym tytułem (początkowo zapominaliśmy rzucać kostkami pod koniec licytacji). Podczas rozgrywek 3-osobowych z moją żoną i córką byliśmy w stanie bawić się równie dobrze, jak w partiach na 4-5 graczy, gdzie walka o karty była prawdziwie zażarta. Tego właśnie brakuje nieco w grze dla 2 graczy - pomimo zmniejszonej liczby kart - zdecydowanie za mało przepychanek i przelicytowywania. Z kolei partie na sześć osób sprawią, że faza walki pomiędzy graczami będzie się nieco dłużyła. Nim wszyscy zdołają zawalczyć ze wszystkimi, nieco wody w rzece zdąży upłynąć.

Pomijając drobne wpadki przedstawione powyżej, mamy do czynienia z wyjątkowo udanym tytułem, skierowanym głównie dla rodzin i młodszych graczy. Uwierzcie, dorośli potrafią się bawić przy grze równie dobrze! :) Zgrabnie zbudowany mechanizm licytacji, który - bądź co bądź - stanowi większość rozgrywki, spora liczba porządnie wykonanych komponentów, różne możliwości zdobywania punktów zwycięstwa, przyjemna dla oka oprawa graficzna i niepewność podczas losowania kart laboratorium (nieszkodliwa losowość, która nie zaważy na końcowym bilansie, a zawsze daje zastrzyk dodatkowych emocji). Na sam koniec rodzinne noty od mojej żony i córki, którzy przyznali grze swoje własne oceny: żona - 8/10 (z reguły nie szasta ocenami i przyznaje głównie "6" i "7"), córka - 10/10 (tutaj zaskoczenia nie ma).

Jest kolorowo, bajecznie, wesoło i emocjonująco, słowem - wizualna uczta dla dziecka, które chce spróbować nieco bardziej zaawansowanej gry. Świetny wstęp przed poważniejszymi tytułami w stylu gier euro. Wspaniała gra familijna, z gatunku tych nieco bardziej zaawansowanych! Mocno polecam!


Serdeczne podziękowania dla wydawnictwa Happy Otter Games, za udostępnienie gry do recenzji!


Wiek: od 8 lat    
Ilość graczy: 2-6
Czas rozgrywki: 45-90 min.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz