środa, 23 listopada 2016

Super Dungeon Explore: Forgotten King - recenzja gry

Z pozoru niewinnie wyglądające pudełko, z tęczowymi grafikami bijącymi po oczach bogactwem kolorów. Co w środku? Zatrzęsienie wszelakości! Masa prześlicznie wyglądających figurek, kilka bajecznych instrukcji, przezroczyste kostki w trzech kolorach, oraz tona kart i znaczników różnej maści. Wizualnie jestem w planszówkowym niebie.
Jak po rozgrywce? Przekonajcie się w recenzji!

Jest wielkie i ciężkie - przygotujcie dla SDE:FK solidną półkę!

Super Dungeon Explore: Forgotten King nie jest pierwszą grą z serii, w której naszym głównym zadaniem uskutecznianym przez długie godziny rozgrywki będzie schodzenie do podziemi i tłuczenie wszystkiego co wejdzie nam w zasięg. Główną nowością jaką zobaczymy w Forgotten Kingu jest wprowadzenie nowego trybu, umożliwiającemu grę jednoosobową. Tryb nazywa się Arcade, a wszelkie ruchy Consula (ot taki Mistrz Gry i odpowiednik Overlorda z Descent) są zautomatyzowane, dzięki użyciu odpowiednich kart.

W recenzji skupię się głównie na trybie Arcade, który jest novum w świecie SDE. Jednocześnie gorąco zachęcam do zapoznania się z recenzją Kamila, z bloga Kostki Zostały Rzucone, który bardziej szczegółowo opisuje tryb Classic. Recenzję możecie znaleźć TUTAJ.

Potworki, magiczne przedmioty, tajemnicze skrzynie i niesamowite zdolności!

Jak wcześniej wspomniałem, pod kątem wizualnym tytuł ten stoi na najwyższym z możliwych poziomów i nie można się tutak przyczepić absolutnie do niczego. Dbałość o szczegóły na miniaturkach oraz fantazja artystów porażają! Obcowanie z tymi komponentami sprawia, iż mamy wrażenie obcowania z czymś absolutnie fenomenalnym i rzadko spotykanym w planszówkowym świecie. Doprawdy, prawdziwa to przyjemność przestawiać po planszy tak zgrabnie odlane modele. Co prawda nie pokusiłem się jeszcze o ich pomalowanie, jednak z racji ich rozmiarów, zadanie będzie o wiele łatwiejsze aniżeli w przypadku tych Talismanowych czy choćby ze Star Wars: Imperial Assault. Figurki, to nie jedyny jasny punkt zawartości pudła. Karty, żetony, oraz plansze w genialny sposób wciągają nas w klimat gry, specyficzny dla stylistyki chibi anime. Słowo ostrzeżenia: osoby które nie przepadają za tym stylem, mogą być nieco zawiedzeni wyglądem planszy, na której momentami dość ciężko zorientować się co gdzie się znajduje (np. wewnętrzne ściany). Nie zmienia to jednak faktu, że gra wyjątkowo cieszy oko.

Jeśli macie ochotę obejrzeć wszystkie komponenty z gry na moim filmiku unboxingowym, zapraszam TUTAJ.

Kosteczkowi fani - gra dla Was! :)

Dwie zgrabne instrukcje plus podręcznik poszukiwacza przygód, trzymają świetną jakość jaką tytuł ten stale nas raczy. Oprócz tego mamy mikroinstrukcję która pozwala jak najszybciej rozpocząć naszą wędrówkę. Śliczne, kolorowe stronice, na której spisano reguły ozdabiane są nieustannie stosownymi przykładami wyjaśniającymi niejasności jakie mogą się pojawić. Mimi kompendium wiedzy o świecie z kolei, zaznajamia nas z wydarzeniami i nie tylko. Chcecie przeczytać historię wygania mrocznego Consula, dowiedzieć się nieco więcej o rasach ów świat zamieszujących, lub jego fantastycznych krainach? Sięgnijcie po podręcznik eksploratora! :)

Z potworków looty lecieć muszą i basta! ;)

Każdy szanujący się poszukiwacz przygód wie, że po ubiciu stworka w grach RPG często zostawia on nam "w prezencie" jakiś przedmiot. Gobliny zwykłe zostawiać zdechłe ryby, chłopy nieśmiertelne krzesiwo i hubkę, a demony - rogi, pazury, serca i insze świństwa, na widok których każdy drużynowy mag zapieje z zachwytu. Stworki w SDE również raczyć nas będą niespodziankami, od tak użytecznych w walce przedmiotów jak elficki rapier czy naszyjnik zwiększający obrażenia, po dość, hmm... egzotyczne itemki typu obierki cytryny (zwiększają Siłę Woli potrzebną do rzucania zaklęć!). 
Zdobywane przez nas przedmioty dzielą się na Skarby oraz Looty. Te drugie opisałem powyżej, te pierwsze będziemy pozyskiwać otwierając skrzynie. Przyznać trzeba, że skrzynie odgrywają w grze niebagatelną rolę i oprócz gustownych miniaturek, przypisane są do nich różnego rodzaju karty.

Fragment nagrywania unboxingu - poniosło mnie w plener

Od zdobywania nowych umiejętności oraz przedmiotów uzależniony jest sukces w każdej grze RPG. Aby móc się dozbroić, musimy pozyskiwać bajeczny ekwipunek - wszak wielkich, mocarnych bossów z procy nie ubijemy. Każdy kafel z których składa się nasze podziemie, bedzie miał jedną skrzynię ze skarbem. Do jej otwarcia mamy aż 3 różne opcje: użycie klucza (te musimy pierwej zdobyć), otwarcie zamka wytrychem (wykonujemy test zręczności), lub roztrzaskanie skrzyni na siłę. Ostatnia opcja wydaje się być najbezpieczniejszą, jednak niesie ze sobą konsekwencje w postaci zmniejszonej ilości kart Skarbów. Pociągnięcie takiej karty nie zawsze wiąże się z nagrodą. Niektóre ze skrzyń to podstępne bestie, czyhające na naszą chwilę nieuwagi (coś w rodzaju Mimika). Do tego istnieje ich kilka rodzajów: od ociężałych kufrów z najeżonymi od zębów paszczami, po takie skaczące na wielkiej sprężynie i próbujące czym prędzej nas chapsnąć!

Osobnym rodzajem SkarbówCuda, będące zwierzęcymi kompanionami. Każdy z nich dysponuje różnym rodzajem mocy, która działa na korzyść drużyny. Osobną sprawą jest ich fenomenalny wygląd! Mamy tutaj na ten przykład Madam Hildę - świnkę w hełmie wikinga dysponującą zdolnością śpiewu sopranowego :)

Oj tak, świat Super Dungeon Explore jest wyjątkowo obfitujący w przedziwne bestyje. Jeśli jednak po pewnym czasie stwierdzicie, że chcecie więcej, w sprzedaży dostępne są specjalne pakiety nowych potworów i nie tylko. W ten sposób możecie nieustannie powiększać swoją kolekcję kolejnymi pięknymi miniaturkami, a Wasze przygody staną się jeszcze bardziej urozmaicone.

Przy grach z taką ilością komponentów, lubię porządek

No tak, nim jednak utłuczemy jakiekolwiek potworki, musimy zebrać drużynę. SDE:FK daje nam do wyboru 5 postaci: elfickiego alchemika, 3 reprezentantów ludzi - rycerza, łowcę i księżniczkę dzierżącą wielgachną spluwą, oraz - uwaga - centaura. Ten ostatni wyróżnia się nie tylko umiejętnościami, ale i rozmiarem figurki, zajmując aż cztery miejsca na mapie. Rycerz, Łowca, Centaur i Księżniczka będą kłaść stworki niczym Yossa wszetecznice, natomiast Alchemik warzyć będzie miksturki w trzech rodzajach: ofensywne, wsparcia, oraz wysokiego ryzyka.

Celem naszej drużyny jest zniszczenie tak zwanych punktów Spawnu, w którym odnawiają się potworki. W nagrodę za ten czyn zdobywamy Monety Księżniczki, przedmioty o niespotykanej mocy, zdolne wskrzeszać naszych bohaterów oraz leczyć ich wszelakie rany i usuwać negatywne stany. Monety będą wielce pomocne w dalszych wędrówkach!

Bajeczne instrukcje, tętniące tęczowymi kolorami

Początkowy kontakt z kartami postaci oraz stworków budzi lekkie przerażenie nagromadzeniem symboli. Walka, która jest esencją tego tytułu, przebiega w sposób stosunkowo prosty i jest rozgrywana za pomocą kostek (jak zresztą wszystko). 
Zdecydowanie gorzej wypada przebieg tury Consula w trybie Arcade. Tym, co może odstraszyć nowicjuszy od romansu z rozgrywką arkadową, jest nagromadzenie mikrozasad i zasady rządzące turą Consula. Aby określić jakiekolwiek akcje przeciwnika, do dyspozycji mamy specjalny zestaw kart Rozkazów. Na każdej z takich kart widnieje zestaw akcji jaką wykonają nasi przeciwnicy w tej konkretnej turze. Tutaj warto wspomnieć słowo o kolejności ruchu. Nie przebiega ona tak prosto jak by się mogło początkowo wydawać (najpierw bohaterowie, następnie Consul), lecz następująco: po aktywacji dwójki wybranych herosów następuje faza zwana wzmocnieniem (również podzielona na 4 kroki - dobór sprzętu, Cudów, ruch potężnym stworem, spawn mini-bossa), następnie dochodzimy do ruchu Consula, kolejne wzmocnienie i następuje kolejna tura, w której poruszają się postacie jakie do tej pory się nie poruszyły. Ufff! Tak, wiem. Jest tego trochę i można się pogubić.

Bohaterowie do wzięcia

Świetnie pomyślaną rzeczą trybu Arcade są żetony Gniewu. Przydzielane są one bohaterom ilekroć dokonają oni jakiejś spektakularnej rzeczy, która rozzłości potworki.  Przykładowo, za zniszczenie elity, lub zwykłego stworka, skorzystanie z leczenia, udzielenie wsparcia czy wypicie miksturki, przydzielany jest 1 żeton Gniewu. Otwarcie skrzynki ze skarbami, zabicie mini-bossa lub zniszczenie punktu spawnu potworów, wywołuje solidną wściekłość wśród naszych nieprzyjaciół i dostarcza nam aż 2 żetony Gniewu. Postacie z największą liczbą takich żetonów stają się wrogami numer 1 i pierwszorzędnymi celami dla hord Consula. 

Ilekroć nasza drużyna wchodzi na nowy teren podziemi, losowane są karty Eksploracji. Wśród nich zastaniemy głównie pułapki i inne nieprzyjemności związane z penetracją nieznanego terenu. Pułapki są symbolizowane na mapie przez niebieskie kafle w dwóch różnych kształtach. Tak, możemy je rozbrajać :) Generalnie zasady umożliwiają nam sporo różnego rodzaju akcji, o jakich w innych grach moglibyśmy tylko pomarzyć. Z jednej strony super sprawa, z drugiej sięganie do książeczki z zasadami będzie dość częstym zajęciem.

Skarby, skarby, skarby!

Potworki dzielą się aż na 5 rodzajów: creepy, bossów podziemi, mini-bossy, elity oraz sługusy. Ogarnięcie kolejności ruchu w trybie Arcade, z uwzględnieniem faz i momentu wzmocnienia może przyprawić o zawrót głowy. Stworki potrafią się również grupować przez co walka z nimi jest o wiele trudniejsza. W RPG-ach zawsze były minusy jeśli mieliśmy większą liczbę przeciwników, więc dlaczego nie przerzucić tego do planszówki - pomysł bomba. Ich sposób przemieszczania będzie taki, aby po zakończeniu ruchu znajdować się możliwie jak najbliżej innego kompana co zapewni im bonus z grupy!
Podobnie jak bohaterowie, tak i stwory mają swe zdolności specjalne oznaczone na karcie. Zarówno karty postaci jak i wrogów są obustronne, dzięki czemu szybko możemy sprawdzić efekt każdej z umiejętności. Nie zabrakło tam również flavor tekstu, pozwalającemu jeszcze bardziej wczuć się w klimat gry.

Do nagromadzenia symboli na kartach postaci dorzucimy jeszcze różnokolorowe kryształy. Wskazują one naszą wiarę w jedno z Bóstw Crystalii. Jeśli w czasie naszych wędrówek odnajdziemy przedmiot który będzie miał identyczny symbol kryształu jak ten na naszej karcie, będziemy mogli poznać prawdziwą moc zaklętą w tym itemku i nauczyć się jeszcze lepiej z niego korzystać!

Żabi rycerze dosiadający orła, kaczorowate karakany i wiewióry z maczugo-ogonami :)

Do pierwszej rozgrywki przygotowałem się studiując instrukcję, a następnie oglądając kilkuczęściowy filmik, na który poświęciłem blisko 2 godziny. Jeśli wolicie szybko przystąpić do gry, darujcie sobie tryb Arcade i zagrajcie w klasycznego Super Dungeon Explore. Oszczędzicie sobie sporo czasu jaki będziecie zmuszeni poświęcić na lekturę zasad.

Jak wcześniej wspomniałem, z miejsca zakochałem się w przedniej jakości komponentach, wliczając w to żetony, karty, bajeczne instrukcje i cudne figurki. Następnie mój zapał do obcowania z SDE:FK nieco opadł, w czasie mozolnego procesu poznawania wszystkich tajników gry obydwu trybów (chciałem spróbować absolutnie wszystkiego co gra oferuje). Co było później? Prawdziwe szaleństwo świetnej zabawy, eksplozje radości, pokrzykiwania współgraczy w czasie wykonywania testów, knowania w momencie gdy Consul wychodził zrobić herbatę (tryb Classic), misternie konstruowane plany z których część zakończyła się totalnym fiaskiem i wpadnięciem w niezłe tarapaty. Pamiętam, gdy jeden z graczy uratował nam skórę jedną ze zdolności obszarowych - tak charakterystycznych dla gier komputerowych - posyłając do piachu większość potworków która już miała nas otoczyć. Pamiętam włączenie trybu snajperskiego przez Księżniczkę Emerald i jej bohaterską śmierć, ucieczkę przez Egzekutorem celem zwabienia go w pułapkę, "sprytny" plan kolegi któremu zaufaliśmy wykonując jego polecenia, a w rezultacie w połowie planu zapomniał na czym ów plan polegał :)) Ech, było tego sporo, bo przeszło 40 godzin kapitalnej zabawy i turlania kolorowymi kosteczkami. A do tego przywyknąć musicie - kostki będą się toczyć bez przerwy. Raz wywołają gromki śmiech, innym razem złorzeczenie.

Super Dungeon Explore: Forgotten King to zabawa na sto fajerek! Gra arkadowo ciężka, dosłownie i w przenośni, z racji nagromadzenia zasad, ale i dająca olbrzymie możliwości. Walka, walka, dłuuuga walka - oto na co musicie się nastawić sięgając po ten tytuł (jeśli nie to rajcuje Was w grach, a nawet mierzi, raczej darujcie sobie SDE). Czekanie na swoją turę - a czasami trzeba czekać naprawdę długo - może również odstraszyć co poniektórych. Rzeź rozmaitych stworków, zdobywanie skarbów, korzystanie z mnóstwa umiejętności, opracowywanie planów, wykorzystanie terenu, umiejętne ustawienie się na mapie i częste turlanie kostkami. W grupie moich znajomych gra przypadła do gustu większości osób, zwłaszcza tym wychowanym na komputerowym Diablo i lubiącym dungeonowe hack&slash. Ze swojej strony polecam nie tylko zatwardziałym figurkowcom, miłośnikom kooperacji oraz chibi anime, ale wszystkim tym, którzy nie pogardzą dobrą walką, zgarnianiem lootów i otwieraniem skarbów. A wszystko to w absolutnie przepięknym, bajecznym wydaniu! Dla mnie cudo!

Serdeczne podziękowania dla wydawnictwa Soda Pop Miniatures, za udostępnienie gry do recenzji!


Wiek: od 10 lat    
Ilość graczy: 1-6
Czas rozgrywki: 90-240 min.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz