środa, 28 grudnia 2016

Labyrinth: Paths of Destiny - recenzja gry

To już trzecia edycja gry, która w 2012 roku została wyróżniona przez graczy w plebiscycie na najlepszą grę roku. Tym razem wsparcie językowe mają aż cztery języki, z których każdy doczekał się własnych elementów w postaci nie tylko instrukcji, ale i kart.
Usprawniona, upiększona, lepiej zbalansowana i z mniejszym pudełkiem - tak dobrze Ścieżki Przeznaczenia jeszcze się nie prezentowały. 
Pora wybrać postacie i zagłębić się w czeluście labiryntu!

Edycja trzecia została jeszcze bardzie doszlifowana

Zmiany w stosunku do wersji poprzednich są nie tylko czysto kosmetyczne, ale i mające na celu usprawnienie rozgrywki. Oprócz pomniejszonego rozmiaru pudełka z grą i kafelków, poprawiony został balans postaci oraz sama mechanika. Gra może się również poszczycić zgrabną i czytelną tabelą przedmiotów - niewiarygodnie wprost pomocną podczas rozgrywek.

Niestety chochlik drukarski zdołał nieco napsocić, czego efektem pomyłka na kartach postaci, przez co niektóre postacie mają błędny numer, niedopasowany do swoich zdolności. Pomyłkę rozwiązano bardzo szybko, przez dołączenie do zestawu z grą specjalnych naklejek, rozmiarem odpowiadających omyłkowym numerkom. 

Cztery zestawy językowe

Spośród komponentów jakie wyciągniemy z pudełka, używać będziemy tylko niektórych. Spowodowane jest to dołączeniem do jednego zestawu nie tylko 4 osobnych instrukcji w różnych językach (polski, angielski, niemiecki oraz hiszpański), ale i różnojęzykowych zestawów kart. Z jednej strony świetna sprawa - gra może uderzyć w rynek zachodni, a my mamy możliwość gry z naszymi kompanami z innych krajów. Jednakże z punktu widzenia naszego portfela, chcąc nie chcąc, płacimy również za elementy z których prawdopodobnie nigdy nie skorzystamy.

Nie zmienia to faktu, iż gra prezentuje się doprawdy zacnie. Będę powtarzał to w nieskończoność, ku uciesze moich współgraczy - uwielbiam wprost rewersy wystepujących w grze żetonów, przypominające mi moje pierwsze gry planszowe, zakupione w okolicach lat 90-tych. Klimat, ukłon w kierunku klasyków gatunku i po troszę powrót do przeszłości. Nie wiem na ile było to świadomą decyzją twórców, na ile zbiegiem okoliczności, ale dla mnie jest to strzał w dziesiątkę i sentymentalna łezka kręcąca się w oku!

Planszę stawiać będziemy z takich oto kafelków

Labyrinth to klasyczny przykład gry przygodowej, w której pierwszą rzeczą, jaką uczynimy, będzie dokonanie wyboru postaci. Naszym celem jest zdobycie jednego z kluczy będącego na polu innego gracza i podróż do samego środka labiryntu. Będzie on stawiany w miarę upływu gry przez samych graczy, poprzez dostawianie kolejnych kafelków terenu.

14-stronicowa instrukcja początkowo może nieco onieśmielać niedzielnych graczy, lecz gwarantuję, iż przeprawa przez zasady będzie całkiem przyjemną lekturą, po której nie będziemy zastanawiać się co przed chwilą przeczytaliśmy. Jasno i klarownie wytłuszczone zasady mają jedyną wadę - nadmiar czerwieni na użytej czcionce i lekki problem w odnalezieniu szukanego przez nas terminu. Z pomocą przychodzą nam jednak oddzielne karty pomocy, doskonale wywiązujące się z powierzonego im zadania.

To zaledwie część z dostępnych w grze bohaterów

Jako, że zasad w grze jest całkiem sporo, a zapamiętanie ich wszystkich jest początkowo niemożliwe, w pierwszych partiach możecie czuć się nieco nieswojo, jeśli nie mieliście kontaktu z poprzednimi wersjami Labiryntu. Do tego dochodzą unikalne umiejętności postaci, o których zawsze warto pamiętać aby nie pozostać w tyle i nie pozwolić przeciwnikom na podkradnięcie klucza i czmychnięcie na środek pola gry. 2-3 partie testowe powinny załatwić sprawę. 
Dzięki temu, iż gra nie należy do niekończących się planszówkowych epopei w rodzaju Magii i Miecza, w jeden wieczór będziemy w stanie cieszyć się pełnoprawną, świadomą grą (i to niejedną!), z użyciem wszystkich trików jakie ten tytuł oferuje.

Pułapkowy pomocnik przygodowy

Labyrinth: Paths of Destiny oferuje aż 15 różnych postaci, począwszy od klasycznych profesji typu: paladyn, łuczniczka, czarnoksiężnik, czy złodziejka, przez tak orientalne i unikatowe jak mentalmanta, żniwiarz, łowca głów, siostra wojny, czy architekt. Każda z postaci posiada tekturowy pionek z bardzo klimatyczną grafiką, kartę postaci, a także kartę umiejętności. Zdolności wystepują w liczbie 4 i prezentują się nader wyśmienicie i - uwierzcie mi - będziecie mieli ochotę wypróbować je wszystkie! Przykładowo: iluzjonista może tworzyć widmowe pułapki w miejscach w których ich uprzednio nie było, paladyn korzysta ze specjalnych żetonów Wiary wspomagających testy, a pani golemów wysysa moc z przedmiotów, przywracając sobie w ten sposób życie. 
Na kartach zdolności dały się niestety zauważyć małe potknięcia językowe, które wyglądają cokolwiek dziwnie: "Gdy wygrasz walkę to możesz...", "Weź je, pomieszaj je...". Nie wpływa to w żaden sposób na radość z rozgrywki, jednak ich obecność jest warta odnotowania.

Żetony przywodzą mi na myśl mój pierwszy kontakt z grami planszowymi

Labirynt jest miejscem złudnych nadziei, a co za tym idzie - wielce niebezpiecznym, toteż na swej drodze napotkamy różnego rodzaju przeszkody. Ślepe zaułki, mosty na które będziemy starali się wskoczyć - lub z nich zeskoczyć - pułapki, a także golema - strażnika pilnującego wyjścia z tego miejsca. Lista pułapek jest godna podziwu: kule ognia, wyrzutnie, kolczatki, magiczne kręgi, mielarki (świetna nazwa!), kwasowe strzały, gazy usypiające, błyskawice, topory trwogi, szczeliny zagłady i inne! Będą nas one pozbawiać punktów życia, oszołamiać i przemieszczać, ku uciesze przeciwników.

 Karty Zdarzeń - labiryntowy element niespodzianki (nie zawsze przyjemnej)

Podczas swojej tury nasze postacie będą mogły wykonać 2 akcje. Niektóre z nich kosztować nas będą 1 akcję, inne aż 2, a jeszcze inne będą wykonywane zupełnie darmowo. Zerknijmy na część naszych możliwości:

Ruch postacią (wliczając w to zeskakiwanie z mostu i wskakiwanie na most)
Ruch golemem
Dostawienie kolejnego kafla labiryntu
Odpoczynek
Atak
Zastawienie pułapki
Wywołanie zdarzenia

Jedną z dostępnych akcji jest również skorzystanie z Kryształu Losu, którego jednak pierwej musimy aktywować. Zapewnia on nam możliwość powtórzenia testu, który nam nie wyszedł, czy też stanowi wymóg przy użyciu jednej ze zdolności naszej postaci.

Arsenał zagłady: lodowe pociski, zatrute włócznie i insze pułapki

Jak się domyślacie - lub wiecie, jeśliście fanami poprzednich edycji - rozmiar negatywnej interakcji między graczami jest odpowiednio duży, toteż emocje i wysokie ciśnienie do końca partii mamy gwarantowane niczym fachowość w banku Vivaldich. Całość naszpikowana jest sporą losowością (karty zdarzeń, rzuty kośćmi), jednak uzupełniana olbrzymim wyborem postaci i ogromną łączną liczbą zdolności. Szkoda nieco, że nie istnieje jakiś rodzaj awansu postaci, wliczając w to dokupywanie nowych zdolności, ale cóż - w Labiryncie chodzi raczej o coś zupełnie innego, aniżeli koncentrowanie się na własnym rozwoju.
Tytuł znacznie lepiej skaluje się przy większej liczbie osób, kiedy emocje potrafią sięgać zenitu, a napotkanie innych postaci na planszy jest o wiele bardziej częste. Wzajemne mijanie się wśród gęstwin korytarzy nie jest rzeczą przyjemną. Zwłaszcza gdy planujemy dać oponentowi prztyczka w nos jedną z naszych niespodzianek.

Klimatyczne grafiki pobudzają wyobraźnię

Dzięki nietypowemu kształtowi planszy (której ramki mogłyby być nieco grubsze), bogato ilustrowanych, kolorowych kartach postaci i wydarzeń oraz tonie wymyślnych pułapek i zdolności, gra nabiera bardzo specyficznego klimatu. Walka z naszymi przeciwnikami i przeciwnościami losu w stale zmieniającym się labiryncie jest solidną dawką niezwykle pozytywnych wrażeń, a regrywalność i chęć wypróbowania innych postaci - tudzież zrewanżowania się przeciwnikom - ogromna. Po początkowych, dość chaotycznych jeszcze rozgrywkach, nastąpił okres totalnej immersji w labiryntowy świat Ścieżek Przeznaczenia i walka do ostatniej chwili. To tytuł który może mieć dość ospały początek z racji konieczności zapoznania się z dość sporą ilością zasad. Jednak gdy już zaskoczy - jesteście w planszówkowym niebie.

Karty Golema - nietypowego sojusznika i wroga zarazem

Nieco przydługie rozstawienie gry, losowość, kilka błędów edytorskich, czy też wszechobecna czerwień w instrukcji - zapewne dla klimatu - aby graczy ogarnął szał bitewny ;) - w pełni rekompensuje nam ogromna grywalność tego tytułu. Labyrinth: Paths of Destiny, dzięki szybkiemu czasowi rozgrywki i emocjom jej towarzyszącym oraz momentach "Ech, mogłem to zrobić inaczej", lub "A niech szlag jasny trafi tę kostkę!", włączają w nas chęć szybkiego rewanżu bądź kolejnego pognębienia przeciwnika. Po trzech wygranych partiach jednego dnia, trzema różnymi postaciami, czułem się niczym król labiryntu i że nie ma na mnie mocnych. Oczywiście rzeczywistość i kolejne rozgrywki szybko wybiły mi z głowy niezdrowe myśli i nauczyły pokory :)

Trzecia edycja Labiryntu to odświeżenie doskonałego tytułu fantasy stworzonego przed laty przez naszych rodaków. Poprawienie instrukcji, świetne i przydatne karty pomocy, bardzo duża regrywalność, klimat, negatywna interakcja i przede wszystkim ogrom emocji przy stole. Nagroda publiczności w pełnie zasłużona, a uśmiechy na twarzach graczy mówią same za siebie! Swoją drogą ciekaw jestem kiedy przyjdzie czas na edycję czwartą? :)

Serdeczne podziękowania dla wydawnictwa Let's Play, za udostępnienie gry do recenzji!




Wiek: od 14 lat    
Ilość graczy: 2-6
Czas rozgrywki: 45-60 min.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza