czwartek, 29 grudnia 2016

The Huntsman: Winter's Curse (Księga 1) - recenzja gry

The Huntsman: Winter's Curse to baśniowa karcianka z rozbudowanym wątkiem fabularnym oraz elementami deckbuildingu, a której pierwszą część możemy pobrać kompletnie za darmo na platformie Steam. Czapki z głów za takich ruch ze strony wydawcy, dzięki któremu możemy na własnej skórze przekonać się, czy gra przypadnie nam do gustu.
Jak sama nazwa i grafiki wskazują, przenosimy się do świata fantasy, gdzie wcielamy w postać niejakiej Elisabeth, pragnącej odszukać zaginionych braci.

Mroczny las czeka na nasze przybycie...

The Huntsman: Winter's Curse ma zaledwie 2 wersje językowe - angielską i hiszpańską, jednak tekst nie powinien nastręczać żadnych trudności osobie która posługuje się jednym z tych języków na poziomie średniozaawansowanym.
Demo jest całkiem obszerne i wraz z misjami pobocznymi zapewni nam około 2 godzin rozrywki. Graficznie tytuł prezentuje się bardzo pozytywnie - baśniowa kreska i animowane tła uzupełnione są miłą dla ucha muzyką. Pierwszy odbiór gry jest więc niezwykle przyjemny. Niestety im dalej zagłębiamy się w świat wyczarowany przez Universal, tym gorzej.

Żądna przygód Elisabeth wyrusza w mroczny las, by zmierzyć się ze swoim przeznaczeniem

Warstwa fabularna jest bardzo płytka, a motyw z poszukiwaniem zaginionych braci to klasyczny przykład braku dobrych pomysłów. Po początkowym intrze, nasączonym sztampowymi tekstami, przechodzimy do pierwszego dialogu w grze. Teksty w oknie dialogowych ukazują się niewiarygodnie powoli. Możemy to jednak przyspieszać klikaniem myszy (tudzież wciskaniem guzika), jednak czynność ta po kilku rozmowach staje się niebywale uciążliwa. Dialogi są przydługie i kompletnie nie porywają, a przebrnięcie przez nie jest raczej obowiązkiem aniżeli przyjemnością. Jedynymi osobami które mogą być nimi oczarowane będą młodsi gracze, dopiero odkrywający świat legend i baśni. 

Jakież było moje rozczarowanie, gdy po wybraniu jednej z 2 opcji odpowiedzi, fabuła zmusiła mnie do postąpienia tak, jak było to z góry zaplanowae. Jakakolwiek decyzyjność na losy naszej postaci zdaje się być wyłącznie mrzonką i iluzją.

Wizualnie bomba, jednak sam miąższ tekstowy gorzki i nudnawy

Liniowa do bólu przygoda sprowadza się do wędrówki po mapie, od jednego miejsca do drugiego, z niewielkimi możliwościami wypełniania misji dodatkowych, po których możemy uzyskać nie tylko dodatkowe doświadczenie ale i jakiś przedmiot. Każdy z przedmiotów to nowa karta (lub dwie) w naszym arsenale bojowym używanym w czasie walk. 
Itemki dzielą się na:

Broń
Zbroję
Akcesorium 1
Akcesorium 2

Walka wygląda podobnie jak w JRPG-ach i jest podzielona na tury. O tym czyja aktualnie jest kolej ruchu decyduje linia inicjatywy w górnym lewym rogu ekranu. Nasze przedmioty mogą nie tylko zadawać obrażenia, leczyć lub zmniejszać obrażenia, ale i wpływać na samą linię inicjatywy.

Karta postaci - poza grafiką najmocniejszy fragment gry

Elisabeth, jak i jej kompani, którzy mogą z czasem dołączyć do drużyny, mogą zdobywać kolejne poziomy, zwiększając liczbę punktów życia, a także przyznając zdolności. Przyznam, że jest to całkiem przyjemne zajęcie, pomimo dość sporych ograniczeń co do ich ilości. Drzewko zdolności podzielone jest na 4 gałęzie w których zwiększać będziemy:

Szybkość (istotna dla inicjatywy w walce)
Liczbę maksymalnych punktów życia
Liczbę kart na ręce w czasie walki
Bonus w walce (z konkretnym rodzajem wroga, np. trolle, rośliny, bestie)

Sama walka jest mocno powtarzalna i nie stanowi niemal żadnego wyzwania. Nie tylko ani razu nie zdarzyło mi się przegrać, ale i moje postacie były dalekie od utraty większości punktów życia. Wystarczy napakować swoim postaciom najmocniejsze karty, zadające jak największą liczbę obrażeń i powielać jeden schemat - pozbyć się przeciwników z najmniejszą liczbą życia, podleczyć i wykończyć resztę. Zabawa w zwiększanie inicjatywy, czy karty ochronne zdarzała mi się sporadycznie i była spowodowana wyłącznie chęcią poeksperymentowania.

Przeciwnicy nie stanowią niemal żadnego wyzwania

Po 2 godzinach gry w Księgę 1, która miała mnie porwać i skłonić do zakupu kolejnych części, stwierdzam co następuje: The Huntsman: Winter's Curse to tytuł skierowany bardziej do początkujących graczy, których poniesie bajeczna grafika, momentami świetna oprawa muzyczna i magiczna atmosfera - jedyne zalety tej gry. Bardzo ograniczone możliwości dają się dostrzec właściwie w każdym aspekcie gry. Liniowa do bólu fabuła, przewidywalność (wystarczy znać najpopularniejsze legendy i baśnie), przydługie dialogi przez które chcemy jak najszybciej przeklikać, mizerny rozwój postaci, powtarzalna i mało wymagająca walka, oraz kiepskie animacje.

Cena, jaką żądają za kolejne księgi jest wzięta z kosmosu. Za cały pakiet musimy zapłacić niemal tyle samo ile za nową grę AAA co jest kompletnym nieporozumieniem. Pozłacany kamień niestety nie zamieni się w bryłkę złota. Tak jest i w tym przypadku.


Platforma:  PS4/PC/Mac
Rodzaj: karciana, deckbuilding, fantasy
Gra/Aplikacja bezpłatna (wyłącznie Księga 1)










Wymagania PC: Win 7 lub późniejszy, 3.0 Ghz, 4 GB RAM, GeForce GTX 260 z 1GB, 1500MB miejsca na dysku 
Wymagania Mac: OS X 10.8 lub późniejszy, Nvidia lub ATI z 1GB, 1500MB miejsca na dysku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz