sobota, 24 grudnia 2016

Zombie Fluxx - recenzja gry

Początki serii Fluxx sięgają lat 90-tych, kiedy to na rynku pojawiła się podstawowa wersja gry. Innowacyjne podejście do zasad, które ulegają ciągłym zmianom, pozwoliło temu tytułowi zdobyć rzeszę oddanych fanów. Szybkie rozgrywki i przeogromna regrywalność stanowiły o sukcesie i wrzuceniu przez wielu graczy na listę najukochańszych fillerów. 
Pojawienie się kolejnych wariantów Fluxxa było tylko kwestią czasu.

Wersja zombie wprowadza nieco więcej tekstu aniżeli klasyczny Fluxx

Dziś przyglądam się Fluxxowej wersji zombie, wzbogaconej o mocno odczuwalną komediową otoczkę. Mimo, iż temat zombie przewijający się w mainstreamowych filmach w głównej mierze utrzymany jest w estetyce gore, twórcy Zombie Fluxxa postanowili podążyć tą drugą ścieżką - wcale nie mniej popularną - a mianowicie motywem komediowym. Z jednej strony w grze napotkamy gnijące, spragnione świeżych mózgów i wnętrzności zombiaki, z drugiej - wygląd owych zombie przyprawia raczej uśmiech na twarzy. Oto bowiem na kartach znajdziemy takie cudeńka jak zombie-baletnica w różowej sukience, starająca się przybrać odpowiednią pozę, zombie-dziewczynkę z bujnym blond warkoczem i zwiędłą stokrotką w dłoni, czy też przezabawną parę: zombie-babcię na wózku inwalidzkim, z dzielnie akompaniującą jej zombie-pielęgniarką. Przed taką parą zbiec nie sposób! :)

Zombiaki w wydaniu komediowo tradycyjnym - zielona barwa ciała i tępy wyraz twarzy :)

Jak wcześniej wspomniałem, Zombie Fluxx przyswaja się w tempie ekspresowym, a zasady chłoniemy niczym gąbka wodę. Instrukcja podzielona jest na 2 części: pierwsza strona proponuje zapoznanie się z grą bez zombiaków, w celu opanowania podstawowych reguł, strona druga dorzuca do gry wszystkie karty z pudełka. Wybierając pierwszą opcję, musimy odrzucić całkiem sporą liczbę kart z talii, a niestety nazwy tychże atutów z instrukcji nie zawsze pokrywają się z napisem na samej karcie, co może nas nieco skonfudować. Nie jest to jednak spory problem, a czas przygotowania gry jest niemal ekspresowy. Podobnie jest z samą rozgrywką, bazującą w początkowej fazie gry na schemacie: pociągnij 1 kartę, zagraj 1 kartę. 

Każdy, kto zna Fluxxa, wie, że reguły gry ulegają zmianie w czasie trwania rozgrywki i to właśnie sami gracze stanowią o kolejnych zasadach zagrywając odpowiednie karty. Tak samo dzieje się w przypadku warunków zwycięstwa, a także przegranej. Jeśli mamy ochotę na zmianę limitu kart na ręce, zagrywamy jedną z naszych kart (o ile taką posiadamy) i mamy nowe ograniczenie w grze, do którego muszą się stosować wszyscy gracze. Jedna karta do dociągnięcia to dla nas za mało? Nie ma problemu! Zagrywamy kartę z nową zasadą, mówiącą, iż od tej pory będziemy ich dobierać aż 4, a nawet 5!

 Fanty, czyli przedmioty które będziemy kolekcjonować

Oprócz kart z zasadami, przedmiotami oraz warunkami zwycięstwa (zwanymi kartami celów) mówiącymi jakiego rodzaju fanty (przedmioty) musimy zebrać aby wygrać rozgrywkę, w grze mamy do dyspozycji niebieskie karty akcji, wstrzykujące sporą dawkę negatywnej interakcji. Kradzież fantów innym graczom, dodatkowe tury, reset zasad, dociąganie nowych kart, czy wymiana tych na ręce - to tylko przykładowe możliwości jakie zapewniają nam karty akcji. Jest jednak z nimi pewien szkopuł, muszę przyznać. Jak na szybki filler, ilość tekstu na niektórych atutach jest zdecydowanie zbyt duża. Jakkolwiek problem wydaje się mało widoczny w początkowej fazie gry, po dołączeniu karty z nową zasadą umożliwiającą nam dobieranie 5 kart na rękę, zaczyna się pandemonium! Liczba kart na ręce przytłacza, a jeśli mieliśmy szczęście dociągnięcia kart akcji, przeczytanie wszystkich i zdecydowanie którą z nich zagrać, zajmie niemałą chwilę. Dużego problemu nie ma gdy grają osoby dorosłe, jednak w czasie partii z moją 8-letnią córką, takowe sytuacje przyprawiały ją o paraliż decyzyjny, kiedy nie wiedziała którą kartę najkorzystniej zagrać. Oczywiście sam pomysł z kartami akcji jest jak najbardziej słuszny i nie wyobrażam sobie partii Zombie Fluxxa bez wbijania szpilek naszym przeciwnikom, jednak nie w każdym wariancie wiekowym sprawdzi się on idealnie.

Esencja negatywnej interakcji i siła Fluxxa - karty zasad i karty akcji

Na osobną wzmiankę zasługują karty antycelów, czyli określające warunki przegranej, a przede wszystkim Zonki (ilekroć to czytam, mam przed oczami roześmianą twarz Zygmunta Chajzera). Zonki to nic innego jak karty zombiaków. Zagrywane są one automatycznie - tuż po wyciągnięciu - i dołączane do naszego obszaru gry. W większości przypadków są to karty niechciane, które mogą nam utrudnić drogę do zwycięstwa, jednak istnieją przypadki kiedy to właśnie one mogą zapewnić nam wiktorię i tryumf nad oponentami. Zonki możemy jak najbardziej usuwać - strzelba przyjacielem każdego pogromcy zombie. 

Rozgrywka w istocie jest szybka, choć zdarzają się partie (zwłaszcza z młodszymi graczami), kiedy dzieci nie mają pomysłu na to, co zrobić w swojej turze mając nadmiar kart akcji na ręce i decydują głównie na dołożenie fanta. Z tego też powodu, w czasie gry z naszą córką, zdecydowaliśmy się na odrzucenie z talii 2 kart, pozwalających na dobieranie 4 i 5 kart w turze. 
Pamiętajmy również o tym, iż zasady gry ulegają nieustannym zmianom i to co stanowi siłę tej gry, może doprowadzić do przeoczenia jednej z reguł. W czasie jednej z naszych partii gracz zwyciężył, nawet o tym nie wiedząc, o czym poinformował nas dwie tury później. 
Drobnym minusem są również malutkie wpadki w instrukcji. Gdzieś zabrakło entera, przez co nazwy 2 kart zlepiają się w jedno, w innym miejscu mamy "zwycię-stwo".

Nasze warunki zwycięstwa, ulegające nieustannym zmianom

Tym, co urzekło nas najbardziej w Zombie Fluxx, jest nie tylko możliwość nieustannego kombinowania i tworzenia wymyślnych kombosów karcianych, które tak uwielbiamy, ale przede wszystkim stale zmieniające się zasady rozgrywki. Oczywiście musicie liczyć się ze sporą losowością. Pamiętajcie również, że tu nie ma miejsca na zbytnie przyzwyczajanie się do aktualnej sytuacji na stole, przez co opracowywanie jakiejkolwiek dlugoterminowej strategii jest kompletnym nieporozumieniem. Wykorzystaj okazję i zmajstruj coś dobrego z tego co aktualnie masz na ręce w  oparciu o bieżące zasady - tak najprościej można podsumować ten wesoły filler, który przypadł do gustu w zasadzie wszystkim moim znajomym.

OLBRZYMIA regrywalność, solidne wykonanie, wielce pocieszna oprawa graficzna, małe i zgrabne pudełeczko, szybkie rozgrywki, możliwość gry w zasadzie "z marszu", masa negatywnej interakcji, bardzo przyzwoite skalowanie i świetna mechanika tworzenia własnych zasad. Całościowo gra robi bardzo pozytywne wrażenie i gdyby nie zbyt duża ilość tekstu na niektórych kartach akcji, byłoby dwa zombiastyczne kciuki w górę od mojego zielonego stworka :)


Serdeczne podziękowania dla wydawnictwa Black Monk, za udostępnienie gry do recenzji!



Wiek: od 8 lat    
Ilość graczy: 2-6
Czas rozgrywki: 5-45 min.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz