sobota, 11 lutego 2017

Enclave: Zakon Krańca Świata - recenzja gry

Mistrzowie Blasku, pozyskiwacze, płonąca wesz, pryzy. Jeśli jesteście fanami twórczości Maji Lidii Kossakowskiej, nazwy te nie powinny być Wam obce. Swoją przygodę z książką Zakon Krańca Świata zakończyłem około 10 lat temu, jednak niezwykle miło wspominam wyprawę jaką zafundowała mi autorka książki. Nieustanna akcja i ponura wizja fenomenalnie nakreślonego postapokaliptycznego świata sprawiły, iż Zakon wciągnął mnie swą fabułą bez reszty.
Czy Krzysztof Wolicki podołał zadaniu i zdołał przemycić do gry to, czym wielu nas zachwyciło w powieści?

Euro z elementami gry przygodowej - co z tego wyszło?

Do gry planszowej podchodziłem pełen nadziei, jednak z dużą dozą ostrożności. Mieszane uczucia spowodowane były faktem wielkiego zawodu jaki sprawiła mi gra planszowa, oparta na hitowej trylogii, również spod skrzydeł Fabryki Słów. Nota bene gra została zaprojektowana przez tegoż samego projektanta i mimo, że mechanicznie Achai nie można wiele zarzucić, została calkowicie wyprana z jakiegokolwiek klimatu książki. "Nie zdzierżę, jeśli zgwałcą mi kolejną ukochaną powieść" - dręcząca mnie myśl nie dawała spokoju.

Przykładowe rozstawienie dla 2 graczy

Pierwszy kontakt z grą. Otwieram pudło, przeglądam zawartość, rozpieczętowuję talie kart, wyciągam żetony, rozkładam planszę i... przenoszę się wprost do świata Larsa Bergersona (główny bohater powieści)! Chylę czoła przed grafikiem, który podołał zadaniu i w sposób idealny zobrazował Enclave! Zostałem wprost zmiażdżony natężeniem wielce charakterystycznej dla tego świata mieszanki postapokalipsy z futuryzmem i onirycznością. Rozmyte grafiki i specyficzna kreska mogą zadziwić, a nawet nieco razić osoby niezaznajomione z książką, jednakże fani powinni być wniebowzięci! Maciej "ACIDONE" Kozik przeniósł cały świat Larsa na poszczególne komponenty gry - za co cześć mu i chwała - tworząc niezwykle spójny i wierny książce obraz!

Pryzy - czyli błyskotki, które będziemy "pozyskiwac" (czytaj: grabić) ;)

Całość komponentów jest jedynie potwierdzeniem tego do czego wydawca zdołał nas przywyczaić - pierwsza klasa. Wypraska zawiera również kilka elementów z serii zrób to sam, a dzięki którym konstruujemy swój własny sezam, do którego włożyć możemy choćby karty z pryzami :)
Drewniane znaczniki w 4 kolorach, solidne planszetki, które nie wygną się po kilkukrotnym użytkowaniu i wysokiej jakości karty oraz żetony uzupełniają pozytywnego odbioru całości.

W pudełku znajdziemy również instrukcję w 3 językach (polskim, angielskim i niemieckim). Całość spisana jest na 8 stronicach, jednak biorąc pod uwagę ich rozmiar i dość drobny druk, warto zaparzyć sobie herbaty przed jej lekturą. Miłym zwieńczeniem zasad jest ostatnia strona na której znajdziemy legendę, oraz wyjaśnienie kart Drzewa, których działanie może budzić wątpliwości. Poza kilkoma literówkami (jak "Starowa wartość sarkofagu") nie zauważyłem żadnych problemów.

Kształt i wygląd monet wiernie trzyma klimat całości!

Jak zdążyliście zauważyć, komponenty i oprawa wizualna gry są idealne i nie mogę się ich nachwalić. Jest jednak jeden, mały zgrzyt. Gracze, którzy nie mają nic wspólnego z książką potrafią jednak psioczyć na specyficzną grafikę jaka została użyta. Prawdę mówiąc, jestem w stanie ich zrozumieć, gdyż do tego stylu dość ciężko jest przywyknąć i może on sprawiać wrażenie nieco chaotycznego, jednak tak to właśnie miało wyglądać! Jeden z graczy narzekał na dość nieczytelną planszę główną, gdzie przelane zostało prawdziwe bogactwo wizualne enklawowego świata, tworząc lekki rozgardiasz kolorystyczny. Na szczęście mechanika nie wymaga od nas pilnego śledzenia planszy i w dużej mierze bazuje na worker placement, toteż nic nie powinno nam umknąć.

Bicz Livelego, Płonąca Wesz, Niepies - witamy w świecie Grabieżców! Tfu! Pozyskiwaczy...

Enclave: Zakon Krańca Świata łączy elementy typowej gry euro z elementami ameritrashowego rozwoju postaci, dopełniając ją wizją swoistego rodzaju przygody. 
Świat gry z jednej strony jest miejscem doprawdy szarym, nieciekawym i ponurym, z drugiej zaś, wyobraźnia pani Kossakowskiej ubogaciła go w multum przeciekawych futurystycznych smaczków, wyrywając go z funeralnego nastroju. Wszczepy, ochronne tatuaże, kuriozalna technologia - wszystko to sprawia wrażenie obcowania z niezmiernie uwodzicielską dla naszej fantazji rzeczywistością. Tak oryginalnego i pieczołowicie zarysowanego we wszelkich aspektach świata, ze świecą szukać! Jest to zarazem przestrzeń, w której niektórym będzie dość ciężko się odnaleźć.

Nazewnictwo wielu przedmiotów mocno oryginalne

Do wyboru mamy 4 postaci, które oprócz grafiki nie różnią się niestety niczym. Szkoda wielka, iż nie skorzystano z możliwości przemycenia choćby jednej, małej umiejętności i jakiegoś flavor tekstu.
Prowadzona przez nas postać nosi miano pozyskiwacza, to jest osoby która przedostaje się do wyższego wymiaru rządzonego przez Mistrzów Blasku i stara się skraść stamtąd cenne przedmioty, zwane powszechnie pryzami. 

Rozgrywka podzielona jest na tury, w których dużą rolę odgrywać będzie planowanie następnych ruchów. Plansza gry przedstawia 6 lokacji do których będziemy mogli się udać. Najważniejszą z nich, umożliwiającą m.in. zdobywanie punktów zwycięstwa, jest Drzewo. Zwycięzcą zostaje osoba, która po upływie 6 rund zdobędzie największą liczbę punktów zwycięstwa, lub gracz który zdoła zdobyć 4 żetony Drzewa. Cóż zatem będziemy robić, aby owe punkty zdobywać? Urządzać wycieczki do Enklawy Mistrzów Blasku, czyli innego, lepszego wymiaru!

Niewielki zestaw żetonów

Nim jednak dokonamy abordażu, warto wcześniej nieco się zabezpieczyć oraz zdobyć nieco waluty na usprawnienia naszej maszyny, lub siebie. W każdej turze rozstawiać będziemy znaczniki określające lokacje, które mamy ochotę odwiedzić. Czynimy to tuż po jednoczesnym zagraniu przez wszystkich graczy kafelków z nazwą lokacji. Kolejność rozstawiania określona jest przez tor kolejności, na który również możemy mieć wływ. W tenże sposób możemy wyskoczyć na zakupy do  Kantorka u Glizdy, pobuszować wśród straganów na Placu Noży, udać się do Wyroczni w celu sprawdzenia przyszłości, lub zarobić nieco grosza i wiedzy u Pasterza.

Rozstawienie kart dostępnego towaru na planszy ma spory wpływ na nasze decyzje i często doprowadza do ostrych przepychanek pomiędzy graczami. Walka jest nieco mniej zacięta gdy w rozgrywce uczestniczy wyłącznie dwójka graczy, dlatego przy Enclave zdecydowanie wolimy zasiadać w gronie 3 lub 4-osobowym. Tym bardziej, że downtime jest w zasadzie nikły i tury graczy mijają bardzo szybko.

Przed abordażem warto pobuszować po sklepikach

Aby móc skoczyć w inny wymiar musimy skorzystać ze specjalnej maszyny. Sezam materializuje wszelkie skradzione pryzy z innego wymiaru, natomiast sarkofag przenosi nas do Enklawy.
Kartę naszej postaci możemy ulepszać na kilka sposobów, czy to usprawniając sezam i/lub sarkofag, czy samego pozyskiwacza. Liczba ulepszeń jaką możemy posiadać jest jednak ograniczona, co zmusza nas do dokonywania niezbędnych wyborów w posiadanym przez nas sprzęcie. Usprawnienia dają bardzo konkretne korzyści, przykładowo: ulepszając sezam, jakość przenoszonych przedmiotów będzie większa, dzięki czemu sprzedamy je za większą kwotę, natomiast po rozbudowaniu sarkofagu możemy ekwipować się w większą liczbę przedmiotów ochronnych podczas skoku.

Jaszczur, Pan Woo, Angelos - czyli powrót do świata wykreowanego przez panią Kossakowską!

Po lekturze instrukcji obawiałem się nieco, iż gra będzie wyprana z rewelacyjnego klimatu jaki oferowała nam książka. Jak się okazuje - niesłusznie. Pomimo bazowania na mechanice worker placement, w umiejętny sposób wpleciono do rozgrywki magię znaną nam z powieści. Ogromna w tym zasługa Macieja Kozika, ale słowa uznania należą się również samemu Krzysztofowi Wolickiemu!
Osobiście pokusiłbym się dodatkowo o karty wydarzeń w których moglibyśmy podejmować za naszych pozyskiwaczy jakieś decyzje. Lars Bergerson nie był postacią krystalicznie dobrą. Ba! Wiele mu do takowej brakowało i często kierował się własnym zyskiem i nieczystymi intencjami, w głębi duszy skrywając jednak praworządność. Karty wydarzeń, oraz wspomniane przeze mnie wcześniej umiejętności postaci dodałyby grze smaczku, a fanom książki - mnóstwa dodatkowej radości.

Pomijając średnio ciekawą grę dla 2 osób i - dla niewtajemniczonych - lekki rozgardiasz graficzny, mamy do czynienia ze sporą regrywalnością (układ kart z każdą rozgrywką się zmienia co wymusza różne decyzje), ślicznym wydaniem, świetnie oddanym klimatem książki, możliwością pogłówkowania nad kolejnymi akcjami i odpowiednim zastrzykiem negatywnej interakcji.

Jako fan książki chłonę Enclave: Zakon Krańca Świata w całości i cieszę się, że tytuł ten nie został odarty ze wspaniałego klimatu zaserwowanego nam przez Maję Lidię Kossakowską! Znajomość książki nie jest konieczna by cieszyć się Enklawą, jednak znacznie uprzyjemnie partie. Dla wielbicieli powieści - pozycja obowiązkowa, dla reszty graczy - porządny worker placement, usytuowany w wielce ekstraordynaryjnym świecie i okraszony nietuzinkową grafiką.

Serdeczne podziękowania dla wydawnictwa G3, za udostępnienie gry do recenzji!




Wiek: od 12 lat
Ilość graczy: 2-4    
Czas rozgrywki: 120 min.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz