sobota, 19 sierpnia 2017

Bang! Gra kościana - recenzja gry

Wydana w 2013 roku kościana wersja Bang! dla wielu graczy pobiła swego karcianego przodka na głowę. Na uwadze trzeba mieć jednak fakt, iż wypuszczona została ponad 10 lat później, a dV Giochi przez ten czas zdołało wyciągnąć odpowiednie wnioski i elegancko przeliftingować mechanikę, oraz usprawnić grywalność.
Za polską edycję gry odpowiedzialne jest wydawnictwo Bard, a recenzję niech umili Wam mały zestaw cytatów ze znanych westernów :)

Szybka, szalona i nieprzewidywalna - jak Dziki Zachód

Bang! jest jedną z tych gier, które możemy przedstawić właściwie dowolnemu gronu osób, w trymiga wyjaśnić prawidła rządzące rozgrywką, by już po kilku minutach rozpocząć pierwszą partię. Jeśli niestraszny Wam klimat Dzikiego Zachodu i nie macie nic naprzeciw losowości, jaka generowana jest przez - często kapryśne - kostki, możecie śmiało sięgać po ten tytuł. Ale od początku...

Karty tożsamości określają nasze warunki zwycięstwa

"Nawet łajdacy mają aniołów stróżów" - Dobry, Zły i Brzydki

Pierwszą rzeczą jaką przyjdzie nam uczynić, nim na dobre rozhulamy się w faszerowaniu przeciwników ołowiem tudzież traktowaniu kartaczownicą Gatlinga (Gatling Gun), będzie wylosowanie ról, jakie nam przypadły. Karta ukrytej tożsamości określa po czyjej stronie staniemy w mającym się za moment rozegrać westernowym spektaklu. I tak: szeryf wraz z zastępcami polują na bandziorów, a ci z kolei starają się uśmiercić szeryfa. Całości dopełniają rola renegatów (ciekawe czy wśród nich kryje się sam Lorenzo Lamas), pragnących pozostać ostatnimi żywymi duszyczkami.

Następnym krokiem jest wybranie karty postaci. Plejada mniej lub bardziej zakazanych facjat jest całkiem imponująca, a w dodatku każda z nich posiada swą własną, unikalną umiejętność, która może się okazać kluczowa w osiągnięciu zwycięstwa. Zdolności zostały odpowiednio zbalansowane, tak, aby żaden rewolwerowiec nie miał znacznej przewagi nad innymi. Początkowo może się wydawać, że to renegat stoi na lepszej pozycji z racji wojny bandytów ze stróżami prawa, jednak w rezultacie wcale tak nie jest, o czym świadczą choćby wyniki naszych rozgrywek. 

Przyznajcie, że postacie wyglądają mocno westernowo

"On czuje się naprawdę podle. Mój muł. Zrozumcie on się naprawdę wkurzył, kiedy tak strzelaliście w jego nogi. Ja rozumiem, że się zabawialiście. Ale muł... on po prostu tego nie rozumie. No, ale jeżeli zechcecie przeprosić..." - Za garść dolarów

Kostek jest 5, a symbole na ściankach mówią właściwie same za siebie. Celownik z cyfrą 1 lub 2 pozwala na oddanie strzału do osoby oddalonej o odpowiednio 1, bądź 2 miejsca od nas. Tym samym uszczuplamy liczbę punktów życia wybranego przez nas gracza. Ładując bez opamiętania do jednej ze stron szybko ujawni naszą tożsamość, toteż lekka wstrzemięźliwość i zróżnicowanie w wyborze celów są jak najbardziej wskazane. Symbol kufla z piwem to uleczenie punktu życia, strzała symbolizuje zbliżający się atak indian - im więcej żetonów strzał zgromadzimy tym więcej życia stracimy po ataku, który nastąpi w momencie wyczerpania strzał w puli. Wyrzucenie 3 symboli Gatling Guna to najpiękniejszy efekt z możliwych (choć nie zawsze) - odrzucenie strzał i zadanie każdemu po 1 ranie.
Pamiętajmy, że kostki możemy przerzucać. Wyjątkiem jest symbol dynamitu który blokuje nam daną kość. Ponadto wyrzucenie 3 symboli dynamitu zabiera nam punkt życia i automatycznie kończy turę. 
I to właściwie tyle jeśli chodzi o zasady. Lekkie, proste i przyjemne.

Piękne te kosteczki, muszę przyznać :)

"Ja nadchodzę, a ze mną nadchodzi piekło" - Tombstone

Nie dysponując polską wersją gry, walory estetyczne i samo wykonanie poszczególnych elementów muszę ocenić bazując na edycji zagranicznej, choć z raportu znajomych wynika, że nie odbiegają one zbytnio od siebie. Turlanie ślicznie wykonanymi, białymi customizowanymi kosteczkami jest już radością samą w sobie, a połączywszy tę czynność z dopasowywaniem rezultatów do naszych oczekiwań, stanowi doprawdy ogromną frajdę! Dorzućmy do tego kapitalnie nakreślone postacie, o bardzo zróżnicowanym rodowodzie, począwszy od pięknych acz niebezpiecznych kobiet, podstarzałych kowbojów i dzikich Indian, aż po naznaczonych bliznami psychopatów, klasycznych rednecków, czy eleganckich dżentelmenów z sumiastymi wąsami.

Żetony solidne i grube, nawet po kilkudziesięciu rozgrywkach nie widać po nich śladów zużycia. Do samych kart również nie mam zastrzeżeń. Pomimo, iż samo pudełko nie jest zbyt imponujących rozmiarów - co stanowi wyłącznie plus, dzięki temu, że grę łatwo możemy wpakować nawet do małego plecaczka - jego wykonanie i artwork na samym froncie idealnie wkomponowują się w westernową tematykę.

A tu już same żetony, reprezentujące punkty życia i rychłe ataki Indian

"Mamy tu powiedzenie: złodziej, który okrada złodzieja otrzymuje przebaczenie na sto lat" - Siedmiu Wspaniałych

Wprowadzenie kości było doprawdy strzałem w dziesiątkę! Rozgrywka jest bardziej żywa i zdecydowanie bardziej emocjonująca. Każdy rzut się liczy i bywa, że jest na miarę złota (porównanie trafne, w końcu jesteśmy na Dzikim Zachodzie). Co ciekawe, mimo tego, że gra jest szybką imprezówką, większość moich znajomych zgodnie przyznała, że klimat jest tutaj całkiemo mocno wyczuwalny. Właściwie w każdej rozgrywce wieloosobowej (zachęcam do grania w minimum 5 osób) odpowiednio wcielaliśmy się w prowadzone przez nas postacie, często dogryzając przeciwnikom westernowymi powiedzonkami. Oczywiście wszystko zależy od tego z kim gramy. Trudno byłoby wymagać aby nasz dziadek poczuł klimat Dzikiego Zachodu i zarzucał na prawo i lewo cytatami z Bonanzy, plując co jakiś czas tabaką ;)

Szybkie tempo rozgrywek wielokrotnie pozwalało nam na rozegranie ekspresowych partii w czasie przerwy w pracy. Kościany Bang! stał się również jednym z naszych tytułów piknikowych i przez długi okres był solidną "pubową" pozycją, co tylko świadczy o przeogromnej regrywalności. 
Jeśli zerkniemy na półki sklepowe w poszukiwaniu polskiej edycji i weźmiemy pod uwagę ilość frajdy, jaką gra nam przyniesie, cena nie wydaje się być zbyt wygórowana. Bang! to jedna z tych imprezówek, które możemy brać w zasadzie w ciemno i mieć pewność, że nas nie zawiedzie. Idealny pomysł na prezent, nawet dla osoby stawiającej swe pierwsze kroki w planszówkowym świecie, jak również doskonały tytuł na wszelkiego rodzaju konwenty i imprezy. Polecam wraz z 99% osób, z którymi grałem!



Wiek: od 8 lat
Ilość graczy: 3-8
Czas rozgrywki: 15 min.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza