niedziela, 1 października 2017

Wsiąść do Pociągu: Kraje Północy - recenzja gry

Tej serii raczej nikomu przedstawiać nie trzeba. Ticket to Ride - zgrabnie przetłumaczone na naszym rynku na Wsiąść do Pociągu - zebrało dziesiątki fanów na całym świecie i już teraz śmiało można ten tytuł uznać za żywą planszówkową legendę, o której głośno będzie jeszcze przez lata.
Kraje Północy to kolejna wspaniała kontynuacja, podtrzymująca tradycję wprowadzania mikroreguł, dzięki którym każda mapa jest niepowtarzalna, nie tylko ze względu na dobór części świata.

Kolejna gra która będzie często gościć na naszym stole w okresie świątecznym!

Pokryta śnieżną kołderką kraina, wesoły Mikołaj machający biletem i skuta lodem lokomotywa - Kraje Północy witają nas wybitnie świątecznym i klimatycznym frontem pudełka. Nie bez kozery pierwsze słowa w moim domu po wystawieniu gry na stół brzmiały "Ooo, będziemy grać na święta!"
Fenomen serii opiera się na tej samej zasadzie - krótkie reguły, mnóstwo możliwości kombinowania, śliczna oprawa graficzna i ogrom radości jaką gra przynosi. Nie inaczej jest w przypadku tej odsłony. Kraje Północy potrafią oczarować już od pierwszego rozłożenia planszy.

Podłużna plansza obłożona jest promami i tunelami

Warunki zwycięstwa pozostają niezmienne - zdobyć największą liczbę punktów, za pomocą stawiania wagoników, oraz realizując bilety które trzymamy na ręce, łącząc tym samym określone punkty na mapie. Kraje Północy to jedna z map na których nie musimy specjalnie martwić się o to, iż w pewnym momencie zabraknie nam znaczników wagonów z którymi rozpoczynamy grę. Partie w których zorientowaliśmy się że mamy zbyt mało wagonów do realizacji celów można policzyć na palcach jednej ręki. Wszystko dzięki bardzo krótkim połączeniom pomiędzy miastami, które pozwalają nam sunąć do przodu punktacji w zdecydowanie wolniejszym tempie niż choćby w podstawce. Dzięki takiemu układowi mapy każdy, nawet najmniejszy punkcik jest niebywale ważny, o czym będziecie mogli się przekonać podczas podliczania punktów. U nas bardzo często różnice były znikome, a zwycięstwo można było uzyskać np. dzięki postawieniu dwuwagonowej trasy w ostatnim ruchu.

Let it snow, let it snow... :)

Kluczowym dla nas elementem jest jak najszybsze opanowanie najważniejszych łączników. Mapa została zaprojektowana w sposób doprawdy genialny, z opustoszałą częścią północną - na której umiejscowiono najdłuższą trasę Lieksa - Murmansk, przynoszącą rekordową liczbę 27 punktów (!) - i żywą, upstrzoną króciutkimi połączeniami częścią południową. Co ciekawe, lokomotyw nie możemy używać podczas stawiania zwykłych tras, przez co tracą nieco na atrakcyjności i nieraz może się zdarzyć, iż podczas draftingu gracze będą je zwyczajnie zostawiać. 
Aby było ciekawiej, do gry wchodzą 2 reguły, idealnie pasujące do Skandynawii:

Promy - te trasy wymagają określonej liczby lokomotyw (podane na mapie)
Tunele - przednia zabawa dla ryzykantów, jako że nigdy do końca nie wiemy ile kart będziemy musieli poświęcić do jego zbudowania; poza standardowym kosztem, koszt dodatkowy określany jest przez odsłonięcie 3 kart z talii wagonów - każda odsłonięta karta w kolorze jaki użyliśmy do budowy to dodatkowy koszt jaki musimy zagrać z ręki aby postawić ten tunel

Realizowanie krótkich połączeń może być również świetną strategią, dzięki końcowemu bonusowi Globtroter, który dla osoby z największą liczbą ukończonych biletów przyznaje aż 10 punktów. Pamiętajcie, w Krajach Północy nawet najmniejszy punkcik bywa na miarę złota.

Maksymalna liczba graczy ograniczona jest do 3

Od strony komponentów czeka nas wizualna uczta, idealnie wpasowująca się we wspomniane wcześniej świąteczne klimaty. Śnieg zasypie nas dosłownie zewsząd, począwszy od samego pudełka i mapy, na obłożonych dywanami białego puchu wagonach skończywszy. Zarówno karty, plansza, jak i obydwa rodzaje znaczników są solidnej jakości. Jedyną rzeczą jaka może stwarzać pewne problemy jest próba rozgrywania partii przy kiepskim oświetleniu, np. kominku. W grze mamy bowiem 3 kolory znaczników: czarne, fioletowe i białe. W czasie naszych wieczornych partii przy dość mdłym świetle lampki, momentami mieliśmy problemy z rozróżnieniem wagoników czarnych i fioletowych. Warunki były dość ekstremalne, acz gdyby komuś przyszła chęć partii przy wspomnianym kominku, liczcie się z koniecznością wytężenia wzroku.

Trasy są mocno zróżnicowane pod względem punktowym

Tym, co sprawiało nam największe problemy - głównie w czasie pierwszych rozgrywek - było odnajdywanie odpowiednich miast na kartach naszych biletów. Z geografią Skandynawii nie jesteśmy za pan brat i poza głównymi miastami, reszty lokacji musieliśmy szukać na mapie. Tutaj niestety pojawiały się chwilowe problemy z szybkim sprecyzowaniem lokalizacji obydwu punktów połączeń. Problem znika po kilku partiach, a i my zyskujemy przy tym nieco wiedzy.
Kraje Północy wprowadzają nieco więcej losowości, na skutek totalnie nieprzewidywalnych tuneli i tym, co może rozsierdzić planszówkowych nerwusów będzie pech podczas sprawdzania konieczności dokładania kolejnych kart. Zwłaszcza gdy inni gracze będą je stawiać z zadziwiającą łatwością.
Warto również wspomnieć o tym, iż uzbrojeni wyłącznie w tę część serii, możemy ja rozgrywać maksymalnie w 3 osoby, co wyklucza epickie partie dla całej rodziny, znane z Wsiąść do Pociągu: Europa.

Świąteczny klimat jest? Jest! :)

Biorąc pod uwagę nasz obecny ranking najchętniej wyciąganych rodzinnych tytułów, Wsiąść do Pociągu: Kraje Północy plasuje się w samej czołówce i jest pozycją wprost idealną dla familii 2+1. Planszowa wersja prezentuje się o niebo lepiej od opisywanej przeze mnie wersji cyfrowej (RECENZJA), ale tutaj raczej zaskoczenia nie było. Niewielkie minusy, w postaci ograniczenia partii do 3 osób (pamiętajmy o możliwości dołączenia nowych graczy pobierając komponenty z innych pudełek), czy początkowych problemów z roszyfrowaniem lokalizacji miast na biletach zasypane zostały skandynawską lawiną wszelakich fajności. Prościutkie i przyjazne reguły, genialne rozlokowanie tras na mapie, wspaniała oprawa graficzna i komponenty, szybkie partie, świąteczny klimat - wszystko to składa się na emocjonującą, pełną frajdy zabawę. 

Tu nie ma partii nudnych i nijakich, na które chcemy szybko spuścić zasłonę milczenia. Każdą, absolutnie każdą rozgrywkę możemy zaliczyć do niepowtarzalnych doświadczeń. Jedne pełne były blokowania rywali i żywych wokółstołowych dyskusji, inne czarowały niespodziewanymi zagraniami i roszadami podczas podliczania punktacji końcowej. Na chwilę obecną, tytuł ten ląduje na naszym stole z regularnością godną bramek Lewandowskiego, a 2-3 partie z rzędu nie są niczym nadzwyczajnym.

Mroźny, acz niebywale radosny powiew świeżości dla serii Wsiąść do Pociągu i doskonała propozycja dla osób lubiących pokombinować na nieco mniejszej przestrzeni, oraz tych którzy mają problemy z zebraniem większej liczby graczy.
W egzemplarz polecam uzbroić się jeszcze przed Świętami! :)


Serdeczne podziękowania dla wydawnictwa REBEL, za przekazanie gry do recenzji!




Wiek: od 8 lat
Ilość graczy: 2-3
Czas rozgrywki: 30-60 min.



1 komentarz:

  1. Szkoda, że pomimo tego, że gra przeznaczona jest dla 3 osób producent nie dał 5 kompletów pociągów - można byłoby grać w dodatki w 5 osób, a tak nie posiadając innej podstawki dodatki dalej są tylko dla 3 osób.

    OdpowiedzUsuń