niedziela, 5 listopada 2017

Namiestnik - recenzja gry

Takiego debiutu może pozazdrościć niemal każdy projektant gier. Yuri Zhuravljo, wielki fan Race for the Galaxy i Posiadłości Szaleństwa, oraz niedoszły inżynier systemów elektro-optycznych, na początku tego roku oddał się swej największej pasji i został pełnoetatowym designerem. Dziś przyglądam się jego niebywale udanemu debiutowi sprzed kilku lat, czyli grze Namiestnik, u nas wydanej przez Games Factory Publishing.

Multum pozytywnych recenzji ze wszystkich stron świata

Pomimo tego, że gra jest osadzona w świecie fantasy, przepełnionym wróżkami, czarodziejami, tudzież żądnymi krwi i łupów korsarzami, w naszej rozgrywce będziemy stawiać... piramidy! Rzecz jasna mowa nie o masywnym konstrukcjach rodem ze starożytnego Egiptu, lecz o piramidach karcianych (co widać na poniższym zdjęciu). W Namiestniku naszym celem będzie zebranie jak największej liczby punktów Władzy i udowodnienie, iż to właśnie nasza osoba jest najbardziej odpowiednią do piastowania tej jakże ważnej funkcji na królewskim dworze.

Finał jednej z naszych 3-osobowych partii

Po otwarciu pudełka, naszym oczom ukazuje się zbiór arcycudnych grafik naniesionych na kwadratowego kształtu karty. Graficy pochodzący z krajów byłego Związku Radzieckiego cechują się dość specyficznym stylem (polecam zerknąć na zdjęcia chocby z recenzji gry Berserk), który osobiście uważam za przepiękny i zawsze zachwycam się tego rodzaju kreską. W przypadku Namiestnika me oczy po raz kolejny mogły napawać się ślicznymi artami. Olbrzymi czerwononosy admirał, piękna dywersantka, filigranowa wróżka, furiacki berserker, czy stojący pośród spadających płatków śniegu komendant. Większość dzieł to prawdziwa uczta dla naszych oczu, za co największe słowa uznania!
Oprócz samych kart, gra obfituje w szereg przeróżnego rodzaju żetonów. Jakościowo po raz kolejny wszystko w jak najlepszym porządku. Żetony są odpowiedniej grubości a ich design sprawia, że z największą przyjemnością bierzemy każdy z nich do ręki. Dodatkowo, w zestawie znajdziemy przydatne zasłonki, za którymi będziemy chować nasz cały skarbiec, jako że istotnym elementem gry jest licytacja.

Przykład tego jak najlepiej łączyć nasze karty aby zdobywać bonusy i punktować

12-stronicowa instrukcja wygląda doprawdy bombowo i z prawdziwą radością zapoznajemy się z regułami panującymi w krainie Laar. Zadbano o odpowiednią dawkę grafik oraz zilustrowanych przykładów, pomimo, że gra sama w sobie nie jest skomplikowana, a jedyny problem jaki możemy uświadczyć - wymyślony przeze mnie poniekąd na siłę - tkwi w ogarnięciu ikonografii i przypisanych każdemu symbolowi właściwościach. W tym miejscu zaznaczyć warto brak kart pomocy dla każdego gracza, a które mogłyby się przydać początkującym. Ich brak może tłumaczyć fakt, iż już po pierwszej rozgrywce - a nawet w trakcie - nawet najmłodsi gracze zaznajomią się ze wszystkimi symbolami i zasadami punktowania. No właśnie, tu też tkwi siła Namiestnika. W grze będziemy mieli szansę zdobywania punktów aż na 7 różnych sposobów. To jaką ścieżkę obierzemy, lub którą kombinacją punktową zastosujemy, zależy wyłącznie od nas!

To zaledwie część żetonów jakie znajdziemy w pudełku

W grze operować będziemy 2 rodzajami kart: postaciami i prawami. Największą liczbę stanowią postacie, gdyż jest i aż 64 (przy zaledwie 24 prawach). Każda z nich jest unikatowa i jedyna w całym zestawie, co tylko potwierdza, że na grafice nie oszczędzano. Zarówno postacie jak i prawa będą nam służyć do budowy naszej piramidy, która może zostać rozbudowana maksymalnie do 5 poziomu wysokości. Nim jednak uda nam się zbudować takiego kolosa, musimy zacząć od podstaw na których będą opierać się inne karty. Niezwykle ciekawym jest system łączenia pół i ćwierćokręgów, gdzie za każdy udany okrąg w jednolitym kolorze otrzymywać będziemy specjalne premie. 
Runda w Namiestniku ma zaledwie 2 fazy: aukcję (zdobywanie nowych kart) i rozwój (zagrywanie ich do piramidy). By móc rekrutować nowe istoty musimy mieć je czym opłacić. W grze rolę waluty pełnia kamienie szlachetne w 4 kolorach. Licytacja przebiega w szybki i prosty sposób, polegający na wystawieniu zamkniętej dłoni z ukrytym żetonem kamienia określającym którą kartą z targu jesteśmy zainteresowani. Jeśli nie mamy ochoty na żadną z kart możemy wystawić pustą dłoń, w zamian za którą pobieramy 3 dowolne kamienie z puli.

Jeszcze jeden rzut oka na kunszt grafików :)

Każda ze zwerbowanych przez nas kart postaci może zostać zagrana po opłaceniu jej kosztu oznaczonego na karcie. Im wyższy rząd piramidy tym większy koszt. Przykładowo: jeśli zdecydowalibyśmy się na wystawienie Zielarki (zdjęcie powyżej) na 3 poziomie piramidy, musielibyśmy uiścić opłatę w wysokości 3 kamieni: czerwonego, zielonego i niebieskiego, pamiętając przy tym, iż musimy mieć odpowiednią podstawę. W zamian za to, dostajemy konkretny bonus wskazany tuż obok kosztu (tylko 1, nie wszystkie 3!). Tutaj Zielarka na 3. poziomie zapewniłaby nam żółty kamień nieskończoności, zapewniający stały bonus tegoż koloru. 
Jeśli chodzi o rodzaje bonusów, mamy ich całkiem sporą liczbę, jednak nie na tyle dużą aby początkujący gracze zagubiliby się w trakcie partii. Ciekawą rzeczą jest dorzucenie do gry mechaniki set collection (zbieranie zestawów), w której za 3 konkretne symbole (żetony obrony, magii i nauki) zebrane na naszych kartach otrzymamy pod koniec gry wysoką liczbę aż 12 punktów Władzy. 

 Żetony kamieni szlachetnych mają przykrą tendencję do szybkiego znikania z naszej kiesy

W całej tej zabawie nie zabrakło elementów interakcji, w postaci zabierania punktów naszym oponentom specjalnymi symbolami miecza (o ile nie mają żadnej tarczy która mogłaby ich chronić). Boleję jednak nad tym, iż oprócz fazy aukcji - w której możemy też blefować lub próbować dogadać się z przeciwnikami - i zastosowaniu miecza, interakcja w zasadzie się kończy. 
Rozgrywka dość mocno przywodzi na myśl hitowy Splendor, jako że i tutaj budujemy własny silniczek, jednak Namiestnik posiada znacznie większe - oraz ciekawsze moim zdaniem - pole manewru jeśli chodzi o strategię prowadzącą do celu. Z tego też powodu, momentami, niektórzy gracze mogą zacząć cierpieć na przykrą przypadłość w postaci paraliżu decyzyjnego. Jednemu z moich znajomych trudno jest się zdecydować ot tak, na którąś z kart w fazie aukcji i starannie analizuje wszelkie powiązania i możliwości użycia danej karty w swojej piramidzie (koszmar!). Znaczna większość osób jednakowoż, z którymi przyszło mi grać, radzi sobie dobrze z szybkim podejmowaniem decyzji, ładnie przy tym punktując na końcu rozgrywki.

Odpowiednio użyte karty praw mogą zadecydować o zwycięstwie

Co nieco o kartach praw, jakie będziemy wkomponowywać do kodeksu panującego w naszym królestwie. Każda z takich kart ma swoją własną "zdolność", a możemy ją dołączyć do piramidy identycznie jak w przypadku postaci, przy czym nie uiszczamy wówczas żadnej opłaty. Jak widać na zdjęciu, dzięki nim nie musimy rezygnować z próby tworzenia jednokolorowych okręgów, jako że każda taka karta ma odpowiednie oznaczenia. Wspomnę tu też o pewnym minusie, który dostrzegłem w trakcie jednej z partii. Karty te pobierać będziemy losowo, a ich moc nie zawsze będzie szła w parze z naszą piramidą. Jeśli w końcówce partii któraś z takich kart nagle podpasuje do tworzonego silniczka, istnieje spora szansa iż oto wyłoniony został zwycięzca rozgrywki. W praktyce nie zdarza się to jednak często i w sumie nadaje grze smaczku, gdy nagle wyłoni się jakiś czarny koń pozostający do tej pory w tyle stawki. Warto zaznaczyć, że z mizernie skonstruowanej, chaotycznej piramidy nie będziemy w sposób wycisnąć wygranej w żaden sposób, toteż totalnie przypadkowe wygrane nie będą miały tutaj miejsca. Mechanika gry została skonstruowana w niemalże mistrzowski sposób, a sam Yuri wielokrotnie podkreślał, jaką wagę przywiązywał do każdej tworzonej karty, tak aby balans został zachowany.

Oj, Namiestnik potrafi dostarczyć sporo frajdy przy stole!

Przyznam, że mieliśmy sporego pecha i tytuł ten ogrywaliśmy wyłącznie w 2 oraz 3 osoby, toteż nie mogę wypowiedzieć się jak Namiestnik sprawdza się przy komplecie graczy. 2-osobowe rozgrywki są dość oczywiste i brakuje elementu zaskoczenia w fazie licytacji, oraz starć graczy o którąś z kart. Wielka szkoda, jako że emocjonujące aukcje uważam za jeden z moich ulubionych fragmentów gry i nierzadko dochodzi w nich do "gorących" momentów gdzie 2 graczy do upadłego walczy o postać która może im przynieść spory dorobek punktowy. "Będziesz licytował niebieską? Ja wezmę żołte, w sumie mi pasuje, To jak, umowa?". Rzecz jasna umowa często nie zostaje dochowana, a podbieranie kart lub licytacja mająca na celu zwykłe pozbycie przeciwnika kamieni konkretnego koloru jest na porządku dziennym, zwłaszcza że możemy nagle sprawić iż mamy monopol na któryś kolor i blokować tym innych (plan nie bez wad, acz czasami wart wykonania). Tryb jednoosobowy jest jak najbardziej grywalny, choć przypomina nieco pasjansa i uszczupla nas o emocje płynące z fazy aukcji. Sprawdziłem go pobieżnie i mogę jedynie stwierdzić iż jest całkiem w porządku, acz znam wiele lepszych gier solo.

Namiestnik jest grą niesamowicie wręcz regrywalną, z przepiękną oprawą graficzną i odpowiednią dozą kombinowania. Rozgrywki dostarczają mnóstwo radości a nasze idealnie działające piramidki cieszą nie tylko oko, ale i dają poczucie spełnienia i zapewniają słodki triumf nad przeciwnikami. Oj, przyznam, że sprytnie skonstruowany silniczek, zwłaszcza jeśli gramy przeciwko trudnym przeciwnikom, daje niebywałą radość. Czego zatem grze brakuje? Zdecydowanie klimatu i nawet prześliczne grafiki nie są w stanie przenieść nas do krainy Laar. Idealnie ilustruje to fragment recenzji Gambita, który możecie znaleźć TUTAJ (polecam!) :)

Wielka szkoda, że gra zdaje się być nieco niedoceniana, przy dzisiejszym zalewie tytułów. Na pierwszy rzut oka rzeczywiście przypomina Splendor, oraz nieco mniej znaną grę Guilds of Cadwallon, którą recenzowałem w ubiegłym roku. Czy jest zatem konkurencją dla hitu spod skrzydeł Space Cowboys? Jak dla mnie świetną alternatywą, nie tylko doskonale wydaną i cudnie wyglądającą, ale sprawiającą ogromną satysfakcję z rozgrywki. Niech nie zwiedzie Was setting fantasy! W Namiestnika możecie zacząć grać nawet z grupką casuali (sprawdzone i przetestowane!) a cała grupka świetnie się będzie bawiła. 
A zatem, panie Zhuravljo, czekamy na kolejne dzieło które będzie przynajmniej tak dobre, jak omawiany dziś tytuł!

Serdeczne podziękowania dla wydawnictwa Games Factory Publishing, za przekazanie gry do recenzji!



Wiek: od 12 lat
Ilość graczy: 1-4
Czas rozgrywki: 45-60 min.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz