niedziela, 3 grudnia 2017

Strażniczki - recenzja gry

Przenieśmy się w klimaty Dalekiego Wschodu, w poszukiwaniu symetrii idealnej i równowagi doskonałej. Podróż odbędzie się za sprawą olśniewającej i wprost przecudnie wykonanej karcianki, która dzięki swojej niebanalnej szacie graficznej, na mojej półce z grami stoi od jakiegoś czasu frontem, niczym dzieło sztuki (sic!). A zatem, bez zbędnego przynudzania, oto jedna z najprzyjemniejszych karcianych niespodzianek roku 2017, prosto od wydawnictwa REBEL.

Zgrabny miks mechanik zaprojektowany przez Guan Chih Huanga

Jako, że jestem wzrokowcem i miłośnikiem piękna w najróżniejszych postaciach, także w formie groteski, w Strażniczkach zakochałem się na długo przed rozpieczętowaniem folii, po pierwszych Kickstarterowych zajawkach. W grze wcielamy się w postacie tytułowych Strażniczek, których zadaniem jest pilnowanie ładu i porządku na świecie. Oczywiście to, w jaki sposób skorzystamy z ich mocy zależy wyłącznie od nas. W rzeczywistości mamy tu do czyniania z klasyczną walką o punkty na przestrzeni kilku rund, przetykaną blefem, draftingiem, głosowaniem graczy i zbieraniem zestawów kart. Orientalny klimat i tematyka zastąpiły pierwotną ideę osadzenia tego tytułu w settingu westernowym (gra miała ukazać się pod nazwą Gold Rush). Ruch jak najbardziej trafny ze strony wydawcy i nawet pomimo faktu, iż klimatu w samej rozgrywce niewiele, sama oprawa gry potrafi zachwycić.

 Karty postaci których moce obejmiemy we władanie

Gra została wydana w sposób absolutnie fenomenalny, w naszej polskiej edycji nie obyło się jednak bez poważnej skazy, za którą korekta powinna dostać rózgę od Świętego Mikołaja ;) Czego my tutaj nie mamy... Piękny design pudełka oraz wypraski, boskie grafiki teleportujące nasz umysł wprost na Daleki Wschód, użycie folii nabłyszczającej (nie tylko na pudełku, ale i na kartach, niczym promosy z M:tG), śliczne drewniane znaczniki i odpowiedniej grubości zestaw żetonów punktacji. Tak eleganckie wydania pojawiają się dość rzadko, dlatego błąd który pojawił się na kartach Chciwości (a raczej Chwiwości) jest bardzo smutnym mankamentem i niedopatrzeniem, który nie powinien mieć miejsca, zwłaszcza przy tak niewielkiej ilości tekstu w całej grze.

Szybki rzut oka na wypraskę i część komponentów

Ochów i achów ciąg dalszy dzięki samej instrukcji, która szybko przygotuje nas do pierwszej partii. Niech nie przerazi Was 8-punktowy podział rundy. W rzeczywistości gra jest niesamowicie prosta i wystarczy kilka minut wyjaśnień aby móc zacząć pierwszą rozgrywkę. W pudełku znajdziemy również 6 niesamowicie przydatnych kart pomocy, na której wytłuszczono nie tylko skrót zasad, ale i w czytelny sposób zaznaczono w której rundzie dana postać może aktywować swoją zdolność. Niestety, jakiś złośliwy yōkai (ogólna nazwa mitycznych stworzeń występujących w japońskiej mitologii) również i tutaj doprowadził do powielenia lapsusa z Chwiwością.

Strażniki piękne są i basta! :)

Każda faza, czy też runda, podzielona jest na 8 tur, w czasie których w ruch pójdzie kilka różnych mechanik. Tego typu miksy są wielce ryzykowne i w wielu grach niestrawne, jednak tutaj sprawdziły się wyśmienicie. Rozgrywka ma wiele cech wspólnych z hitowym Sushi Go!, acz została przyprawiona o dodatkowe elementy. Po otrzymaniu losowej karty postaci i 6 kart cech na rękę, wybieramy 1 kartę cech, a resztę przekazujemy osobie obok. Karty cech mają na sobie liczbę punktów (np. 3 lub 4), lub wartości bazujące na set collection (np. za 1 kartę tego koloru otrzymamy 2 punkty, za 2 już 10, a za 3 karty aż 18). Czynność powtarzamy do czasu aż dobierzemy 5 kart. Następnie wszystkie karty kładziemy przed sobą w 2 rzędach: 3 odkryte na górze i 2 zakryte na dole.  W tym momencie następuje etap głosowania w czasie którego gracze próbują ustalić kto może mieć największą liczbę punktów. Osoba która zbierze najwięcej głosów może zgodzić się z oskarżycielami i własnoręcznie odrzucić 2 ze swoich kart, lub nie zgodzić. Końcówka fazy to ujawnienie kart graczy. 

Rozstrzygnięcie 1. Jeśli oskarżony nie zgodził się z pozostałymi graczami oskarżającymi go o posiadanie największej liczby punktów na kartach i miał rację, pozyskuje 1 dowolną kartę ze stosu kart odrzuconych (hurra!)
Rozstrzygnięcie 2. Jeśli nie zgodził się i gracze mieli jednak rację, musi on odrzucić 2 karty dające mu najwięcej punktów w tej rundzie (auć!)

Ostatnimi etapami rundy są: kradzież 1 karty dowolnemu graczowi przez osobę która zebrała najwięcej kart chciwości, oraz podliczenie wyników i przyznanie żetonów. Po 3 rundach podliczamy punkty i ustanawiamy zwycięzcę.

Karty cech podzielone na 6 typów

Strażniczki bardzo skrupulatnie podchodzą do skalowalności, zapewniając tabelkę na której mamy podanę konkretną liczbę kart danego rodzaju, jakie musimy wmontować do talii przy określonej liczbie graczy. Największą niewiadomą i zarazem najlepszą okazją do blefowania zapewnia wariant 5 i 6 osobowy jako że ciężko jest policzyć prawdopodobieństwo posiadania konkretnych rodzajów kart przez innych graczy. W momencie gdy karty przechodzą z rąk do rąk staramy się zapamiętać co przekazujemy aby w fazie ujawnienia mieć większą wiedzę na to co mogą mieć nasi przeciwnicy. Mniej pozastołowej zabawy i więcej kalkulacji daje nam wariant dla 3-4 osób, co jednak wcale nie znaczy, że jest on pozbawiony emocji. Niejednokrotnie udawało się mi wywieść w pole współgraczy, czy to sprytnym słownym odbiciem zarzutów, czy odpowiednią kombinacją na stole.

 W Strażniczkach nawet i żetony punktacji są śliczne

Strażniczki potrafią zachwycić nie tylko fenomenalnym, pachnącym orientalną nutą wydaniem i doskonałą jakością komponentów. Nadszedł czas na krótki festiwal zachwytów :) Przyjazne dla gracza zasady, błyskawiczny setup, szybkie i często zaskakujące rozgrywki, wysoka regrywalność, dobra skalowalność, a przede wszystkim zgrabne połączenie mechanik. Zbieranie zestawów kart i manipulacja nimi w szeregach w celu przechytrzenia przeciwników, połączone z blefem i zwieńczone momentem głosowania dają doprawdy gorącą, wybuchową mieszankę. Osoby zakochane w Sushi Dice! i szukające czegoś więcej, powinny być zachwycone!
Tytuł ten nie jest jednak pozbawiony wad. Umiejętności Strażniczek nie są sobie nijak równe i bywa tak, że mogą ułatwić komuś zwycięstwo, toteż losowość w tym aspekcie może nam momentami dać się we znaki. Taka Liang dajmy na to, potrafi w fazie punktacji ukraść 4 punkty dowolnemu graczowi, podczas gdy Xie bonusuje nam tylko karty odwagi i nadziei, uzależniając pomyślne i opłacalne skorzystanie z tej zdolności od kaprysów losu. Ponadto jeśli nasi współgracze nie będą mieli ochoty na wokółstołowe dyskusje, gra dość mocno na tym straci, toteż dobór partnerów do gry jest w tej mierze niebywale istotny. Z racji części użytych grafik nie polecam również brać się do grania z najmłodszymi i wcale nie mam tu na myśli skąpo odzianych pań, lecz mogącej zsyłać koszmary Xie, która wygląda jakby urwała się prosto z japońskiego horroru.

Wymienione powyżej minusy w żaden sposób nie są w stanie przyćmić tego, iż mamy tu do czynienia z naprawdę udaną, przepięknie wyglądającą karcianką. Marudy narzekające na przewidywalność, starające się policzyć karty i w wyprany z emocji sposób zdradzić swoje zasłonięte karty, a także grające "drużynowo" (i taki przypadek niestety mi się zdarzył), powinny sięgnąć do słownika i sprawdzić definicję zwrotu "dobra zabawa". Niestety tak już jest, że w niektóre tytuły nie sposób grać z graczami alfa, którzy nawet podczas partii z dziećmi bezwzględnie liczą karty i wykorzystują najmniejsze potknięcie maluchów, ale to już historia na osobny artykuł ;)

Jedna z najpiękniejszych i do tego mocno grywalnych gier w mojej odbudowującej się kolekcji, a z racji swej ceny świetny pomysł na prezent. Polecam!


Serdeczne podziękowania dla wydawnictwa REBEL, za przekazanie gry do recenzji!




Wiek: od 12 lat
Ilość graczy: 3-6
Czas rozgrywki: 30-45 min.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz