niedziela, 25 lutego 2018

Z cyklu ZŁE GRY: En tu casa o donde sea

Hiszpańska wariacja karcianej imprezówki dla dorosłych, jakich ostatnimi czasy na rynku prawdziwe zatrzęsienie. Całkiem porządnie wydany tytuł który w 2016 ujrzał światło dzienne dzięki crowdfundingowej zbiórce, mogący poszczycić się dość nietypowym podejściem pod względem stylu graficznego.

W wolnym tłumaczeniu: "W twoim domu, lub gdziekolwiek"

W pakiecie zawierającym blisko 150 kart znajdziemy wymowną liczbę 69 atutów podstawowych - gdzie znajdują się m.in pozycje, miejsca i atrybuty - a także: karty rozkoszy, fantazji oraz ryzyka. Zadaniem graczy jest zdobywanie punktów za wszelkie miłosne zbliżenia. Zwycięża osoba, która zdobędzie ich najwięcej po 3 rundach.

2 w 1 - karta miejsca i pozycji

Aktywny gracz zagrywa w swojej turze miejsce, lub pozycję, natomiast pozostali starają się zrobić wszystko aby to właśnie ich wytypował do miłosnej eskapady (oferując pocałunki, czekoladki, czy nawet akcesoria typu bicz), jednocześnie rzucając kłody pod nogi przeciwników, odpalając różnego rodzaju smrody i inne odstraszacze.

Jak widać na załączonych grafikach, autorzy unikali epatowania wulgaryzmem, a przeróżne pozycje zostały przedstawione w sposób łagodniejszy aniżeli w szkolnych podręcznikach. To, co wzburzyło poniektórych graczy, to kontrowersyjne możliwości typu miłość na cmentarzu, a także... zbyt skomplikowane zasady jak na prostą, bądź co bądź, karciankę.

Niektóre grafiki wykonywano zapewne hurtem

Oryginalność? Nie bardzo. Nie ma tu w zasadzie niczego, co byłoby w stanie sprawić, aby to właśnie ten tytuł przegnał ze stołu konkurencję i stał się imprezowym hitem o zabarwieniu erotycznym. En tu casa o donde sea nie zebrała też zbyt wielu pozytywnych recenzji, co pozwala mi sądzić, iż mamy tu do czynienia z kolejnym średniakiem, stricte dla kolekcjonerów, a zarazem karciankową ciekawostką ze słonecznej Hiszpanii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz