niedziela, 25 marca 2018

Penny Dreadfun: Duchy, Demony, Dickensy - recenzja prototypu

Jest rok 1888. Na ulicach Londynu grasuje Kuba Rozpruwacz, znany malarz w przypływie szaleństwa chlasta sobie kawałek ucha, założony zostaje Klub Czeskich Turystów, a królowa Wiktoria - uzbrojona w dwa topory, pistolet i szablę - rusza w pogoń za demonicznymi siłami, które skradły klejnoty koronne. Witaj w szalonym świecie gry PENNY DREADFUN!

Wiktoriańska Anglia, okultyzm i brytyjski humor

Narracja, szalone przygody, nietypowe potyczki - to właśnie na nich skupia się omawiany dziś tytuł, który przeniesie nas prosto do XIX-wiecznego Londynu, gdzie naszym głównym zadaniem będzie odnalezienie i doprowadzenie do pałacu królowej Wiktorii. Wszystko to okraszone jest ogromną dawką specyficznego humoru, bazującego m.in. na takich perełkach jak Monty Python. Pod względem mechaniki gra czerpie pełnymi garściami z klasyków spod szyldu roll & move, czyli rzuć kostką i rusz się określoną liczbę pól. Z racji naszpikowania gry groteskowymi sytuacjami, postawienia na humor i prostej mechaniki gra może nieco przypominać iGranie z Gruzem, jednakże w przypadki Penny, klimat jest o wiele cięższy ale i bardziej wysublimowany.

Po rozłożeniu na stole prototyp nie zajął zbyt wiele miejsca

Już sama plansza żywo przywodzi na myśl nieśmiertelnego Talismana (czyli Magię i Miecz), będąc podzielona na 3 regiony: zewnętrzny, środkowy i wewnętrzny. W przypadku Penny Dreadfun ten zabieg jest jak najbardziej uzasadniony. Oto bowiem krąg zewnętrzny symbolizuje uliczki Londynu, środkowy to kanały i podziemia, zaś ostatni - wewnętrzny - to nic innego jak IX Kręgów Piekieł, zwieńczonych celem naszej wędrówki, czyli siedzibą Szatana Pawła. Po planszy poruszać się będziemy w wybranym przez nas kierunku, lecz aby móc zejść strefę niżej trzeba będzie spełnić pewne wymagania, np. zdobyć klucz. Poruszając się po polach zewnętrznej strefy, odwiedzimy kluczowe miejsca w architekturze Londynu: Big Bena, British Museum czy Westminster Abbey. Na każdym z nich przyjdzie nam rzucić kostką i zastosować do polecenia, lub ciągnąć karty zdarzeń.

Misja: uratować Królową!

Zdarzenia podzielono na 3 talie, przyporządkowane strefom po których się poruszamy. Dzięki bogatej warstwie fabularnej, każda z kart to zgrabnie opisana mini-przygoda zwieńczona jakimś efektem który wpłynie na prowadzoną przez nas postać. A to przyjdzie nam zakłócić rytualny mord na dziewicy podczas pikniku satanistów, znaleźć grzyby halucynogenne, powalczyć z rezydującym w kanałach Królem Szczurów, czy też napotkać Mr. Hyde'a. Gra wprost naszpikowana jest obecnością wielu postaci znanych z kart brytyjskich powieści, ale i historii, co nadaje Penny również edukacyjnego sznytu. Kim u licha był Theo Marzials, który właśnie obdarował nas kopią swego wiersza? Przygody na uliczkach Londynu to nie tylko powtórka z historii, ale i częsty kontakt z odniesieniami do popkultury. Bardzo żałuję, iż nie zrezygnowano z możliwości straty kolejki, na którą absolutnie nie ma miejsca we współczesnych grach planszowych. Gdyby było to związane z mechaniką push your luck, możnaby przymknąć oko, jednak opuszczenie tury na skutek nieszczęśliwego rzutu kostką jest zdecydowanie niefajne. Szczęśliwie z racji tempa gry i liczby tur jakie przypadają na każdego gracza, nie stracimy zbyt wiele.

Prototyp oferuje możliwość gry 9-cioma postaciami różnorakiego autoramentu

Zanim wyruszymy w szaloną podróż, przyjdzie nam wybrać jedną z postaci, jak przystało na każdą grę przygodową. Wybór jest całkiem imponujący, a każdy powinien znaleźć tutaj kogoś kto przypadnie nam do gustu. Do wyboru mamy m.in. Kubę Rozpruwacza, który tutaj występuje jako łowca demonów uśmiercający prostytutki-sukkuby, dojrzałą wersję Alicji z Krainy Czarów, a nawet ducha Emily Dickinson. Oprócz 3 zdolności specjalnych spisanych na kartach, postacie bazować będą na 4 atrybutach: 

Bogactwo
Okultyzm
Moralność
Uprzejmość

Po osiągnięciu określonego poziomu w każdym atrybucie, możemy dodatkowo odblokować umiejętność specjalną. Sama rozgrywka i cały flow gry będzie się mimo wszystko skupiał na snuciu opowieści i niecodziennym zdarzeniom jakie będą nam towarzyszyć. Talismanowa mechanika z kilkoma zgrabnymi twistami była dla nas jedynie dodatkiem, niezbędnym do utrzymania historii w ryzach, acz bardzo do gry pasującym i z paroma ciekawymi rozwiązaniami.

Spenetrujemy również tajemnicze miejsca jakie skrywają londyńskie kanały!

Czymże byłaby gra przygodowa bez walk, zbierania przedmiotów i wykonywania misji! Dzięki rozwojowi postaci będziemy w stanie wychodzić z przeróżnych opresji, w tym potyczek z napotkanymi osobliwościami, jak również i innymi graczami. Interakcja z innymi uczestnikami rozgrywki jest tutaj spora i nie ogranicza się wyłącznie do walk polegających na porównywaniu statystyk, ale i podrzucaniu przysłowiowej świni, czyli przeklętych przedmiotów na jakie natrafimy w czasie penetrowania Londynu. W czasie walk możemy się wspomagać nie tylko rozmaitymi Świętymi Granatami Ręcznymi, ale i towarzyszami, którzy mogą do nas dołączyć i np. poprawić statystyki. Istnym apogeum walki pomiędzy graczami jest moment odprowadzania królowej Wiktorii do pałacu Buckingham, jako że towarzyszy temu szereg przepychanek i wydzierania sobie karty monarchini z rąk do rąk. Ciekawe rozwiązanie zastosowano przy kartach towarzyszy, które są dwustronne. Aby odwrócić kartę na drugą stronę należy spełnić określone wymagania.

Nie zabrakło i polskich akcentów w rodzaju Dźóbdzióba - ze zmienioną pisownią ale jednak :)

Co prawda w Penny Dreadfun próżno doszukiwać maestrii pod względem mechaniki i gołym okiem widać inspirację Talismanem, to jednak można przy tym tytule naprawdę nieźle się bawić. Jeśli nie nastawimy się na Feld-owe fajerwerki, lecz grę stawiającą w dużej mierze na warstwę narracyjną, w której snuta będzie opowieść i wszelkie perypetie naszej postaci jej towarzyszące, przed nami fascynująca, przesiąknięta okultyzmem i groteską podróż, z brytyjską nutą w tle. Ogromne brawa należą się nie tylko twórcy tekstów, Adamowi Betleyowi, ale i Annie Rudce za doprawdy czarowną oprawę graficzną, przywodzącą na myśl rysunki wirtuoza pędzla i ołówka Joanna Sfara. Ech, chciałoby się zobaczyć więcej prac pani Anny, jako że w prototypie sporo grafik na kartach się powtarza. Nieco gorzej gra prezentuje się pod względem regrywalności. Mimo sporej liczby kart, po kilku partiach będziemy omijać część opisów, które już zdążyliśmy zapamiętać i które już raz doprowadziły nas do salw śmiechu.

Penny Dreadfun to tytuł, który w dużej mierze stawia na warstwę fabularną i to ona właśnie gra tutaj pierwsze skrzypce. Jeżeli macie ochotę spenetrować uliczki XIX-wiecznego Londynu, aby przeżyć szereg ekstraordynaryjnych przygód, napotkać duchy i zjawy znanych pisarzy, badaczy i podróżników, obcować z ezoterycznymi mocami, odnaleźć tajemnicze artefakty, tudzież posilić się klasycznymi angielskimi potrawami - gra jest obecnie do nabycia na platformie wspieram.to

Talisman z kilkoma fajnymi twistami w mechanice, osadzony w wiktoriańskiej Anglii, z duchami, mordercami, opium i syfilisem w tle? Do tego z motywem edukacyjnym i zabawą w wyłapywanie przeróżnych smaczków z popkultury na kartach? Ja to kupuję! Arcyciekawe podejście, multum cholernie dobrych tesktów którym towarzyszą seraficzne grafiki, a do tego żwawa rozgrywka i tony emocji przy stole! Penny Dreadfun to również jeden z najlepszych pomysłów na zakrapiany wieczór ze znajomymi. Pod warunkiem, iż nie gardzą mechaniką roll & move oraz nie mają awersji do Wielkiej Brytanii. Nie muszę chyba wspominać, iż do gry nie należy zasiadać z małoletnimi? ;)

Serdeczne podziękowania dla Redi Games, za udostępnienie prototypu do recenzji!

Wiek: od 18 lat?     
Ilość graczy: 2-6  
Czas rozgrywki: 2-3 godz.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz