niedziela, 13 maja 2018

Elementum - recenzja gry

W fantastycznym świecie kasta czarodziejów stara się po raz wtóry okiełznać moce żywiołów. Elementum przenosi nas do kolejnego świata fantasy gdzie będziemy rzucać zaklęcia i koncentrować moc magiczną. Ileż to już razy mieliśmy do czynienia z podobnymi sytuacjami. Myk polega na tym, że pomimo niezbyt oryginalnego settingu, mało która gra tego typu potrafi aż tak cholernie wciągnąć i okazać prawdziwie uroczym kombo-jnem!

Wbrew pozorom, mamy tu do czynienia z malutkim pudełeczkiem

Autorem gry jest Mariusz Milewski, reprezentujący wydawnictwo Quantum Games, a znany planszówkowej braci z nafaszerowanej kosteczkami gry Top Kitchen. Tym razem mamy do czynienia z niewielką, logiczną karcianką bazującą na drafcie, w której wcielimy w postacie czarodziejów-elementalistów, władających potężnymi mocami natury. Jeśli chodzi o klimat gry i fabułę, są one doprawdy znikome i służą wyłącznie jako podkładka pod samą mechanikę. Ta zaś, sprawdza się doskonale i niemalże bez krztyny fałszu odgrywać będzie pierwsze skrzypce aż do momentu ostatecznego podliczania punktów.

Sposób w jaki będziemy wykładać karty na stole

Zasady są bardzo proste, a spisano je na 10 niewielkich stronkach kwadratowej instrukcji, wraz z wariantem gry dla 1 osoby. Instrukcji w zasadzie nie mogę wiele zarzucić, gdyż operuje nie tylko poręcznym skrótem zasad, ale i stara się szczegółowo wyjaśnić wszystkie prawidła rozgrywki. Momentami jednak miałem wrażenie iż informacje są nieco porozrzucane, przykładowo zanim dowiemy się czym jest imitacja, zasady mówią nam aby rozdać jej karty. Początkowo może nas również nieco onieśmielić nagromadzenie podobnych do siebie symboli na kartach, które mogą być nie do końca precyzyjnie opisane dla kogoś kto nie obcuje z grami bez prądu na codzień. Mój znajomy miał pewne problemy ze zrozumieniem jak tak właściwie się punktuje i które karty wchodzą ze sobą w reakcję. W tym miejscu polecam bardzo fajną WIDEO INSTRUKCJĘ stworzoną przez Kaczmara z Geek Factor, która bezproblemowo przeprowadzi Was po świecie Tellus.

Planszetka z punktacją i spis zasad

Sama rozgrywka jest porywającym pojedynkiem draftingowym, przypominającym nieco Sushi Go, czy Poprzez Wieki. Na środku stołu w losowej kolejności lądują 4 karty źródeł żywiołów, które stanowią niejako bazę i mówią nam w której kolumnie będziemy mogli dokładać karty danego rodzaju z naszej ręki. Wielkiego novum nie ma, gdyż karty podzielone są na 4 żywioły: Ogień, Powietrze, Wodę oraz Ziemię, a każda z nich ma spisany konkretny efekt który wchodzi w życie tuż po dołożeniu jej na stół, przy końcowym podliczaniu punktów, lub ma działanie specjalne. Dodatkowo, w Elementum mamy możliwość ulepszania efektu na naszych kartach dzięki tak zwanym kryształom mocy.

Gra podzielona jest na rundy, gdzie każdą z nich gracze rozpoczynają z nową ręką. Karty na rękach graczy będą wędrować wokół stołu, uszczuplając się systematycznie w miarę jak ci będą wybierać atuty które mają ochotę zagrać i które będą jednocześnie pasowały do ich układu. Różnorakich kombinacji jest prawdziwe zatrzęsienie, dzięki czemu żadna gra nie będzie nawet do siebie zbliżona.

Grafiki na kartach są udane, acz nie uświadczymy tu jakichś fajerwerków

Mnogość efektów na kartach i możliwości wchodzenia ze sobą w reakcje przy różnym ich ułożeniu kupiły mnie od początku kontaktu z tym tytułem. Dodatkowo, połączenie tych logicznych puzzli z draftingiem i faktem oddawania, a raczej wypożyczania naszej ręki przeciwnikom sprawiają, iż mamy tu do czynienia z wyborną, acz nieco mózgożerną karcianką. Nie tylko musimy myśleć i kombinować jak sensownie zapełnić naszą stronę stołu, ale i upewnić się, że nasi oponenci nie dostaną na rękę tego co pozwoli im mocno zapunktować. Przy stale zmniejszającej się liczbie kart na ręce, musimy antycypować co się stanie gdy na naszej ręce zostanie jedna karta i co zrobić, aby była to taka która będzie pasować do misternie plecionego przez nas układu. Zabawy w Elementum jest całe mnóstwo, choć ostrzec należy iż gra w żadnym razie nie należy do szybkich fillerów, na co może wskazywać jej rozmiar i czas rozgrywki na tyle opakowania. Przygotujcie się na nieco dłuższe posiedzenia niż 15-minutowe partie i momentami paraliże decyzyjne - zwłaszcza przy końcowych momentach rozgrywki.

Kryształy mocy

Oprócz wspomnianego wcześniej wyzucia z jakiegokolwiek klimatu, Elementum nie ma żadnych poważniejszych wpadek. Szkoda wielka, że karty nie zostały w jakiś sposób opisane, co nie tylko dałoby nam więcej frajdy w czasie ich zagrywania, ale ułatwiło ogarnięcie ich przed i po zakończonej rozgrywce w czasie chowania do pudełeczka. Kolejna sprawa to losowy układ źródeł żywiołów który jest zarazem ogromną siłą tej gry, zwiększającą i tak olbrzymią regrywalność, jednak i wprowadza pewne ograniczenia w użyteczności wielu kart przy konkretnych układach. Widoczne jest to głównie w końcowych fazach, gdy część kart na ręce może okazać się kompletnie dla nas nieprzydatna. No cóż, nie zawsze będziemy mogli zapunktować super kombosem i czasami trzeba będzie zwyczajnie wybrać blokowanie przeciwnika. Skalowalność wypada naprawdę dobrze i niemal w każdym wariancie możemy bawić się doprawdy świetnie. Co prawda zaliczyłem zaledwie 2 partie jednoosobowe w których ścigałem się z fejkowym przeciwnikiem, zwanym tutaj imitacją, to jednak zdecydowanie najlepiej gra się we dwie osoby, z racji braku downtime'u, jaki może pojawić się przy komplecie graczy. Tym samym Elementum z marszu wpisało się do mojej listy świetnych gier 2-osobowych.

Quantum Games zalicza wyjątkowo dobry tytuł, który zmusi nas do pogłówkowania i naprawdę świetnej zabawy. Osobiście wyrzuciłbym całkowicie świat fantasy oraz zabawę żywiołami i postarał się na coś bardziej oryginalnego, ale kostki zostały rzucone ;) Nie zmienia to faktu, że przy Elementum zaliczymy multum wspaniałych, niepowtarzalnych, mniej lub bardziej dynamicznych - w zależności kto zasiądzie z nami do stołu - i ekcytujących rozgrywek w których nasze szare komórki dostaną tęgi, yerbowo-kofeinowy zastrzyk.
Niezwykle miłe zaskoczenie i bardzo zacny tytuł, który z chęcią wyciągam na stół!


  Serdeczne podziękowania dla wydawnictwa Quantum Games, za przekazanie gry do recenzji!



Wiek: od 10 lat
Liczba graczy: 1-4
Czas rozgrywki: 15-40 min.

2 komentarze:

  1. Aż miło, że grę stworzył polak :) Ładna grafika!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt. Wyjątkowo udana, mała gierka :)

      Usuń