niedziela, 6 maja 2018

Fighting Fantasy Legends - recenzja gry

Nomad Games, znane do tej pory głównie z cyfrowej wersji kultowego Talismana, postanowił zmierzyć się z kolejną legendą. Seria gier paragrafowych spod szyldu magii i miecza z cyklu Fighting Fantasy stworzona została przez Steve'a Jacksona (nie mylić z game designerem) oraz Iana Livingstone'a  i w latach 80-tych była niesamowicie popularna. Na ich podstawie Nomadzi stworzyli zgrabny mix planszówki z elementami RPG.

Po raz kolejny wyruszamy w pełną przygód i niebezpieczeństw podróż do krainy fantasy

Fighting Fantasy Legends bazuje na 3 popularnych paragrafówkach: The Warlock of Firetop Mountain, Citadel of Chaos, oraz City of Thieves, osadzonych w jednym świecie fantasy. Tym samym w jednej grze mamy aż 3 mini kampanie w których przyjdzie nam stawiać czoła hordom przerażających wrogów, zbierać złoto, gromadzić przedmioty, oraz wypełniać misje i rzecz jasna podróżować po świecie.

Na naszej drodze jak zwykle staną przeróżne maszkary proszące się o guza

Przed rozpoczęciem przygody wybieramy postać, której przede wszystkim musimy rozdysponować kości, będące naszym orężem w przeróżnych potyczkach i testach. Kości czerwone służą nam do testów oraz walki i będą używane zdecydowanie najczęściej, natomiast te zielone to nic innego jak nasze szczęście, które również będzie sprawdzane w rozmaitych sytuacjach. Im więcej kości przyznamy naszej postaci, tym niższa będzie nasza ogólna liczba punktów życia. W miarę awansu  postaci na kolejne poziomy, będziemy w stanie ulepszać nasze kostki, dodając na kolejne ścianki symbole zwiększające szanse na powodzenie w testach/walce.

FFL questami stoi

Testy mają predefiniowane stopnie trudności. Aby takowy zakończył się powodzeniem, musimy wyrzucić wymaganą liczbę symboli. W przypadku niepowodzenia najczęściej będziemy tracić punkty życia, lub złote monety. Gdy punkty życia spadną do zera, nie giniemy (brak permadeath, chyba że lubimy ryzyko i sami je ustawimy), lecz respawnujemy, ponownie pojawiając na mapie regionu. Po takim wskrzeszeniu musimy jak najprędzej odwiedzić medyka, którego zastaniemy praktycznie w każdym miasteczku, wiosce, czy kasztelu, gdyż startujemy zaledwie z 1 punktem życia. Ponowny start naszej postaci wiąże się z bardzo przykrym zjawiskiem, mianowicie dwie z naszych kości (czerwona i zielona) zostają "skażone" dokuczliwymi symbolami, po których wyrzuceniu automatycznie przegrywamy test bądź walkę. Aby pozbyć się przeklętego symbolu z zielonej kości musimy odwiedzić wróżkę w mieście, lub użyć specjalnego przedmiotu z naszego ekwipunku (jeśli taki posiadamy). Usunięcie rany z czerwonej kości jest znacznie prostsze, gdyż wystarczy zajść do dowolnego medyka, których w naszej krainie zatrzęsienie. Koszt każdego z takich zabiegów to aż 10 złotych monet, co w świecie gry jest wcale niemałą sumą.

Zdobywanie przeróżnych tytułów to całkiem fajna część rozgrywki

Poruszanie się po świecie gry polega na wybraniu kierunku w którym chcemy się udać. Niektóre z lokacji jakie odwiedzimy w czasie naszych wędrówek będziemy w stanie spenetrować nieco bliżej i nie ograniczają się do kilku opcji widocznych z poziomu samej mapy. To właśnie one są naszpikowane różnorakimi przygodami, podobnymi do tych znanych choćby z Talismana. Głównym miastem jakie przyjdzie nam zwiedzać będzie Port Blacksand. Żebrak proszący nas o złotą monetę, chłopiec sprzedający "magiczne eliksiry", turniej "Baysballa" czy napad lokalnych rzezimieszków to tylko przykłady tego co tam napotkamy. Oprócz tego będziemy mieli okazję zajść do rozmaitych domów oraz sklepów. Każda taka mini-przygoda wiąże się z wyborem z naszej strony. Sprzedawcę handlującego magicznymi przedmiotami możemy zwyczajnie obić i zrabować część jego dorobku, lub zwyczajnie z nim pohandlować tudzież porozmawiać.

Walki są szybkie i emocjonujące!

Zwiedzanie ruin zamku lub podziemi z reguły wiąże się z o wiele większym niebezpieczeństwem niż pałętanie się po portowych zaułkach. W czasie takiej podziemnej ekskursji będziemy mieli okazję zajrzeć do rozmaitych pomieszczeń w których odnajdziemy kolejnych wrogów, niepocieszonych na widok intruza, pułapki, NPC-ów, lub użyteczne przedmioty i złoto. Część pomieszczeń będzie zawierać losowe spotkanie, inne zaś będą predefiniowane. Penetracja miejsc skażonych złem zapewni nam nie tylko stały przypływ punktów doświadczenia, ale i przedmiotów. Głównym celem odwiedzin tego typu lokacji będzie jednak wypełnianie misji, czyli questów. W grze uświadczymy ich całkiem sporo i będą one dość zróżnicowane, od znalezienia przedmiotu, po pokonanie konkretnego bossa lub potwora.

W naszym ekwipunku zgromadzimy wiele użytecznych przedmiotów

Czego brakuje? Przede wszystkim większej liczby podziemi i zróżnicowania miast. W grze mamy niestety niewiele miejsc które moglibyśmy poznać bliżej. Ponowna penetracja tych samych uliczek i któreś z rzędu zejście do tych samych katakumb sprawia sporo frajdy dzięki randomowości, jednak gdy po raz 20-sty widzimy tego samego chłopca sprzedającego trefne eliksiry, zaczyna być to nieco nużące i zamiast emocji i niewiadomej, pragniemy szybko przeklikać encounter. Brak również większej wyboru w uzbrojeniu, a przecież gra z gatunku fantasy powinna obfitować w przeróżne Skrzydlate Zbroje Bazyliszka i insze Topory Pogardy. Nawet gdyby miały zapewniać niezbyt duże bonusy aby nie zakłócić balansu, to fajnie byłoby zerknąć na taki sprzęt w naszym ekwipunku.

Krasnolud Morgeth w leżu Zła!

Podróż po krainie przepełnionej smokami, jednorożcami i potężnymi czarownikami okazała się znacznie lepsza niż tego się początkowo spodziewałem. Przeniesienie gry paragrafowej na ekrany i ekraniki udało się naprawdę sprawnie. Fighting Fantasy Legends wciąga już od pierwszych chwil na mapie, musimy jednak pamiętać o kilku rzeczach, aby nie zrazić się szybko do gry. Najważniejsze wytłuściłem w recenzji, a absolutnym minimum jakie powinniśmy często uskuteczniać podróżując po krainie, jest leczenie. Jest ono tanie i dostępne niemalże wszędzie. 

FFL to nie tylko tłuczenie stworków, zbieranie przedmiotów i złota i wypełnianie misji, ale i gromadzenie różnorakich tytułów, które możemy umieścić na karcie naszej postaci. Nie mają one wpływu na grę, jednak miło jest przypomnieć sobie minione przygody. Grafika na kartach dodatkowo zachęca i trzyma wysokie standardy do jakich przyzwyczaiły nas gry choćby spod skrzydeł FFG. Prawdziwą esencją są tu jednak testy i walki, które przeprowadzane nawet po raz setny, nadal budzą sporo emocji. Świetną rzeczą jest możliwość osłabienia przeciwnika, jeśli posiadamy konkretny przedmiot w naszym ekwipunku, np. osikowy kołek uchroni nas przed walką z potężnym wampirem, jeśli uda nam się test na szczęście. W podobny sposób będziemy mogli wykorzystać inne, z pozoru nieprzydatne przedmioty typu zgniły ser - tutaj jednak nie będę spoilerował ;) 

Pomimo niewielkich wad, FFL mogę śmiało uznać za bardzo udane przeniesienie paragrafówki i doskonałą grę samą w sobie. Nomadzi po raz kolejny podołali wyzwaniu i udało im się stworzyć pełną emocji grę fantasy rozgrywaną na wirtualnej planszy. W dodatku na chwilę obecną wyzbytą z irytujących bugów i dającą szansę na zdobycie aż 40 kolorowych achievementów. Ze swojej strony gorąco polecam, jednak słowo ostrzeżenia: świat gry może Was nieco rozczarować swym rozmiarem. Jeśli szukacie przyjemnego mixa planszówki, paragrafówki i kościanki, który pochłonie Was na minimum kilkanaście godzin (mamy aż 3 stopnie trudności) - Fighting Fantasy Legends sprawdzi się znakomicie!


Platforma:  iOS/Android/PC/Mac
Rodzaj: fantasy, przygodowa, przeniesienie gry paragrafowej
Gra/Aplikacja płatna


Wymagania PC: Windows 7,  1.6 Ghz, 1 GB RAM, 600 MB miejsca na dysku
Wymagania Mac: OSX 10.8 1.6 Ghz, 1 GB RAM,  600 MB miejsca na dysku  
Wymagania smartfon: minimum Android 2.3 / minimum iOS 7.0

4 komentarze:

  1. Talismana uwielbiam, więc ta gra pewnie też mi się spodoba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brakuje jej jeszcze rozmachu Talismana, ale mam nadzieję że doczekamy się dodatków :)

      Usuń
  2. Bardzo fajna pozycja! Jakiś czas temu w nią grałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się dobór gier wydawanych przez Nomadów. Oby nie zaprzestali wypuszczania takich cyfrowych planszówek :)

      Usuń