niedziela, 17 czerwca 2018

Munchkin Gloom - recenzja gry

Czy z połączenia ponurego, przesiąkniętego czarnym humorem Glooma i szalonego, jajcarskiego Munchkina może wyjść coś dobrego? O tym miałem okazję przekonać się na własnej skórze na tegorocznym Pyrkonie, ogrywając kilka szybkich partii. Wrażenia? Zapraszam do recenzji!

Zderzenie dwóch mocnych hitów

Munchkin Gloom co prawda łączy za sprawą tytułu dwie bardzo popularne gry, jednak tytuł ten jest kompatybilny wyłącznie z grą Gloom, tak więc jeśli myśleliście o powiększeniu swych munchkinowskich talii, niestety się zawiedziecie. Skąd więc taka nazwa? Wyobraźcie sobie jakby to było gdyby postacie z Munchkina trafiły do świata Glooma. Macie to? Dorzućcie do tego bardzo specyficznie nazwane karty modyfikatorów i oto macie przed sobą krwistą jatkę, z rzucanymi klątwami, skrytobójstwami i inszymi sposobami uprzykrzania życia swoim postaciom. Jeśli nazwiecie to Munchkinem w innej mechanice, również będziecie mieli rację.

Ekipa z Munchkina zawitała do świata gdzie kawa zawsze jest zimna a trup ściele się gęsto

Dla osób którym obydwie gry są obce, polecam lekturę kilku moich recenzji: Gloom (angielska edycja), Gloom (polska edycja), oraz Munchkin. Tam też znajdziecie bardziej szczegółowy opis rozgrywki i zasady. W telegraficznym skrócie streszczę jeno, iż naszym zadaniem jest uśmiercenie wszystkich kontrolowanych przez nas postaci. Czynimy to zagrywając na nie przezroczyste karty ujemnych modyfikatorów które są bezpośrednio nakładane na bohaterów. W ten sposób bohaterowie zdają sobie sprawę o bezcelowości swego istnienia, a tak zdołowane istoty możemy wykończyć kartami dobijającymi.

Modyfikatory nakładane na karty postaci

Rzecz jasna przeciwnicy nie śpią i mogą mieć w swoim arsenale karty poprawiające naszym postaciom nastrój. Karty można nakładać na siebie a każda ma określoną wartość (ujemną lub dodatnią). W momencie gdy wszystkie postacie należące do jednego z graczy zginą gra się kończy, a my podliczamy ogólną ujemną wartość u bohaterów prowadzonych przez nas. Szybkie uśmiercanie jest całkiem proste aczkolwiek mało opłacalne, z kolei zbyt długie zwlekanie może prowadzić do nałożenia kart plusowych przez naszych oponentów. 

Przykład nakładania kart

Munchkin Gloom to nie tylko zagrywanie kart modyfikatorów, ale również snucie opowieści o przygodach naszych postaci. Karty są okraszone zabawnymi opisami a zagrywając je, gracze opowiadają pokrótce co i w jakich okolicznościach się wydarzyło. Jedynym ograniczeniem jest nasza wyobraźnia! Nie muszę chyba dodawać iż jest to rewelacyjny sposób nie tylko na rozruszanie imprezy, czy integrację, ale i zwyczajne miłe spędzenie wolnego czasu przy akompaniamencie spontanicznych wybuchów śmiechu :) Na Pyrkonie miałem okazję rozegrać kilka partii, za każdym razem z totalnie randomowymi osobami i wszyscy bawili się doskonale. Niektórym graczom tytuł ten tak przypadł do gustu, że tuż po odejściu od stolika kierowali swe kroki do stoiska wydawnictwa Black Monk, aby nabyć swój własny egzemplarz. Nie jest to w żaden sposób kurtuazja, a rzeczywisty przebieg wydarzeń. Ta gra potrafi nieźle wciągnąć! :)

Kolejna partia munchkinowych bohaterów do wynajęcia

Podobnie jak miało to miejsce w przypadku tłumaczeń Glooma, tak i tutaj uświadczymy multum przeróżnych smaczków, czy to w nazewnictwie kart, czy barwnych opisach, Młotomyszy (z Marsa)? Ciotka Klotka? Gra kipi od nawiązań na widok których nie sposób się nie uśmiechnąć :) Jakość kart, instrukcji i samego pudełka to po raz kolejny doskonały przykład tego, jak duży progres zaliczyło wydawnictwo, dościgając najlepszych i pozwalając z wypiekami na twarzy wypatrywać kolejnych tytułów. 

Ciekawe jakim kolejnym mixem tytułów zostaniemy uraczeni w przyszłości

Komu Munchkin Glooma nie można polecić? Przeciwnikom losowości, negatywnej interakcji i oszczędnej mechaniki, oraz gier które rozwijają swe skrzydła w oparciu o narrację (nawet tę szczątkową). Niektórzy zwyczajnie nie czerpią funu z tego rodzaju rozgrywki. Szczęśliwie wszyscy Pyrkonowicze z którymi miałem okazję zagrać, a także moi znajomi bawili się przednio i wystawiają grze mooocne noty. Oczywiście im więcej osób tym lepsza zabawa, jak w przypadku wszystkich gier storytellingowych.

Co zaś sprawia, że w Munkchin Glooma gra się świetnie? Doskonale sprawdza się jako tytuł imprezowy/eventowy, lub jeśli mamy ochotę rozerwać się przy czymś lekkim, łatwym i odprężającym. Tytuł ten uderza nas w twarz tęgim kopniakiem niewybrednego humoru i pozwala zagłębić w poszukiwaniu mnóstwa nawiązań. Wbrew pozorom jest tu również miejsce na odrobinę strategii, uzależnioną jednak w dużej mierze od humoru czy też spostrzegawczości naszych przeciwników. Wspaniale sprawdza się pomysł z przezroczystymi kartami, a naśladowany dziś przez najlepszych. Cóż, storytelling odgrywać tu będzie istotną rolę, acz spokojnie da się czerpać przyjemność z gry nawet jeśli wszyscy uczestnicy zabawy mieliby milczeć jak zaklęci. Dla mnie ten tytuł to nie tylko miłe wspomnienia z Pyrkonu, ale i mnóstwo udanych partii w rozmaitym gronie. Fani Munchkina nie powinni być zawiedzeni, jeśli tylko mają ochotę spróbować pobawić się znanymi postaciami w odmętach nieco innej mechaniki. Dla wielbicieli Glooma zaś to nie tylko powiększenie kolekcji kart, ale i okazja na odpoczynek od bardziej ponurej atmosfery.

Serdeczne podziękowania dla wydawnictwa Black Monk, za udostępnienie gry do recenzji!




Wiek: od 13 lat
Ilość graczy: 2-5
Czas rozgrywki: 30-45 min.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz