niedziela, 29 lipca 2018

Friday - recenzja gry

Trafiają się czasami takie momenty, gdy wokół nas nie ma nikogo z kim moglibyśmy zasiąść do partii. Jesteśmy osamotnieni, niczym swego czasu Robinson na bezludnej wyspie, który nota bene jest bohaterem omawianej dziś gry. Jak to możliwe, zapytają niektórzy, że gra jednoosobowa zajmuje aż tak wysoką pozycję w rankingu BGG i może się pochwalić doprawdy imponującą notą, będącą średnią wynikłą z typowania ponad 12 tysięcy graczy? Przekonajcie się sami czytając poniższy tekst! :)

Mała - wielka gra, za sprawą przemyślanego designu

W grze wcielamy się w postać Piętaszka (z ang. Friday), a naszym zadaniem jest pomóc Robinsonowi przetrwać na pełnej niebezpieczeństw wyspie, oraz przygotować na finałową walkę z nadciągającymi piratami. Friday to gra której mechanika bazuje na niewiarygodnie prostym schemacie, jednak całość została spięta i zbalansowana wprost idealnie. Prosty schemat, jednak multum możliwości i zatrzęsienie kombinacji - zwłaszcza w późniejszych etapach gry - jak na tak malutką gierkę, złożoną raptem z 72 kart, 3 planszetek pomocniczych i 22 tokenów życia.

Tak oto wygląda rozstawiona gra

Setup jest szybki i nie przysparza wielkiego problemu, nawet po zakończonej uprzednio partii, w czasie której niechybnie wymieszaniu uległo sporo kart. Robinson wraz z Piętaszkiem zamieszkiwać będą wyspę przez 3 lata, po których to nastąpi atak piratów. Każdy rok symbolizowany jest jedną z kart w 3 kolorach. Przed nami widzimy 3 planszetki na których znajdziemy:

Talia Robinsona (prawa strona) - karty które będą nam pomagać przetrwać na wyspie; każda z nich ma na sobie wartość bojową (może być ujemna!), nazwę oraz - ewentualnie - zdolność specjalną; początkowo znajdziemy tam sporo kart o wartości "0" jednak nawet i te są w stanie pokonać wyzwania

Talia Wyzwań (lewa strona) - zawiera niebezpieczeństwa i wyzwania którym musimy stawić czoła; w przypadku pomyślnie ukończonego wyzwania do naszej talii wędruje nagroda w postaci umiejętności umieszczonej na dolnej stronie karty

Talia Postarzenia (góra) - za każdym razem gdy Talia Robinsona ulegnie wyczerpaniu, pobieramy z Talii Postarzenia jedną kartę; w tym decku każda karta jest wyjątkowo niekorzystna i symbolizuje frustrację i przeróżne niedomagania naszego Robinsona

Początkowy deck Robinsona - na starcie niewiele będziemy w stanie zdziałać

W naszej turze ciągniemy 2 karty z Talii Wyzwań, z których wybieramy jedną która wyda się dla nas korzystna, czy to ze względu na nagrodę, czy na stopień trudności. Każda karta w Talia Wyzwań ma na sobie kilka numerków. Z prawej strony widzimy 3 znajdujące się pod sobą liczby, odpowiadające fazie gry w której obecnie się znajdujemy: zieloną, żółtą i czerwoną. Stopień wyzwania jest uzależniony właśnie od tego w którym momencie gry się znajdujemy. Liczba na białym tle określa ile kart możemy pociągnąć z Talii Robinsona, aby następnie porównać je ze stopniem wyzwania. W przypadku powodzenia zabieramy kartę Wyzwań na swój stos kart odrzuconych. Jeśli nie uda nam się sprostać wyzwaniu, tracimy punkty życia (różnica między naszym rezultatem a stopniem wyzwania). Ale, ale... jako że gra jest deckbuilderem, za utracone w ten sposób punkty życia możemy pozbywać się na stałe z naszej talii niechcianych kart których w tej turze użyliśmy. W ten sposób nawet niesprostanie zadaniu może być dla nas korzystne. Ponadto kosztem jednego punktu życia możemy dobierać kolejną kartę z talii (tę czynność możemy powtarzać o ile mamy punkty życia).

Przykładowe karty Talii Wyzwań

Ktoś zakrzyknie "Hej, przecież mogę szybko uszczuplić talię do wąskiej liczby pozytywnych kart i będę miał solidny arsenał dzięki któremu pokonam każde wyzwanie!" No cóż, nie do końca. Po pierwsze zanim to się stanie utracimy sporo cennych punktów życia. Po drugie, jeśli nasza Talia Robinsona będzie zbyt mała, nasz Robinson będzie zmuszony często dobierać do decka negatywne karty z Talii Postarzenia. Opieszałość w stawaniu naprzeciw większym wyzwaniom również jest wysoce niewskazana, gdyż bez pewnego ryzyka nigdy nie zdobędziemy mocnych kart do naszej talii a w kolejnych latach gdy stopień trudności będzie większy, nie sprostamy niemal żadnemu wyzwaniu.

W miarę upływu lat Robinsonowi będzie przybywało siwych włosów na głowie

Jak się słusznie domyślacie losowość możę odgrywać tu całkiem sporą rolę, jednak jesteśmy w stanie stawić jej czoła na kilka sposobów. Przede wszystkim możemy w dowolnym momencie sprawdzać obydwa stosy kart odrzuconych (wyzwania i nas deck), co pozwoli nam wyłuskać w pamięci karty które nadal mamy w talii. Możemy również dowolnie liczyć ile kart zostało w każdej talii i przeglądać karty odrzucone z gry. Druga sprawa to dobieranie dodatkowych kart które może nam nieraz uratować skórę, zwłaszcza gdy jesteśmy pewni że w talii zostały mocne atuty które tylko czekają na wyciągnięcie. Trzecia zaś sprawa to umiejętności na kartach. Jest ich we Friday aż 9 i w przypadku wyzwań na wysokim poziomie np. 14, są w stanie elegancko uratować nam skórę. Pozwalają one bowiem m.in. odzyskiwać punkty życia, dociągać za darmo nowe karty gdy stajemy naprzeciw wyzwaniu, kopiować umiejętnośc z innej karty, niszczyć karty niechciane, a nawet podwajać wartość bojową z wybranej przez nas karty.

Zwieńczenie gry to starcie z 2 statkami pirackimi
 
Czas na małe podsumowanie. Friday jest doskonałym, zbalansowanym deckbuilderem, zaprojektowanym w przemyślany sposób i dającym mnóstwo satysfakcji po skończonej partii, nawet jeśli przegraliśmy. Klimat bezludnej wyspy jest bardzo mocno odczuwalny, mimo tego że mamy tu do czynienia z niewielką karcianką. Dociąganie kart i stawianie czoła wyzwaniom za pomocą talii złożonej z aktualnego stanu fizycznego i psychicznego Robinsona jest strzałem w dziesiątkę! Tym co najbardziej urzekło mnie w tym tytule to możliwości jakie gra daje pod kątem deckbuildingu. Budowa naszej talii musi być uzależniona od tego jakie statki pirackie czają się na horyzoncie, oraz jak nam poszło w pierwszych rundach. W ten sposób nie powtarzamy jednego schematu a musimy dostosować naszą strategię do warunków jakie panują w grze. Kolejna rzecz to stopnie trudności (są ich 4), jakie możemy inkorporować jeśli np. w grze idzie nam zbyt dobrze, poznaliśmy talię i jesteśmy przygotowani na przeróżne niespodzianki losu. Instrukcja może początkowo wyglądać nieco skomplikowanie, jednak w istocie gra jest niebywale prosta. Nie zrażajcie sie również jeśli przy pierwszych partiach możecie dostać solidnie w kość od naszej wyspy. Upewnijcie się jednak iż zapoznaliście się ze wszystkimi regułami i w pełni wykorzystujecie umiejętności płynące z kart, a które możemy aktywować w dowolnym momencie, np. pozbywać się kart o wartości bojowej "0" z których zdolności przed momentem skorzystaliśmy.

Friday jest też grą która surowo karze za nieprzemyślane decyzje i granie "w ciemno". Wystarczy aby w niewłaściwym momencie zaryzykować i dobrać minusowe karty przeciw mocnemu wyzwaniu - nie sprawdzając uprzednio co możemy mieć w naszej talii - i pozbywamy się sporej liczby punktów życia. Sytuacja w której do pokonania ostatniego statku pirackiego zabrakło nam kilku punktów nie jest niczym niecodziennym, a poziom trudności gry rośnie w miarę podejmowania nieprzemyślanych decyzji. W miarę kolejnych rozgrywek będziecie coraz lepiej przygotowani na trudy jakie napotkacie na wyspie, jednak każda rozgrywka to całkiem nowe wyzwanie z racji innego układu kart i zupełnie nowych kart jakie nieraz będziecie zmuszeni dorzucić do swojej talii z konieczności. Jak na tak niewielką grę i mnóstwo frajdy jaką oferuje, Friday jest czymś absolutnie rewelacyjnym a dzięki szybkiemu czasowi rozgrywki jest idealnym pomysłem na 1-osobową rozgrywkę w samotny wieczór lub podczas oczekiwania na towarzyszy do planszowej sesji! Z racji braku czasu partie solo ogrywam sporadycznie, jednak Friday stanowi wyjątek. Szybka partyjka na bezludnej wyspie i sprawdzenie wyniku (może tym razem uda mi się pobić swój rekord!). Doskonała - to słowo najlepiej opisuje moje odczucia bo kilkuletnim już obcowaniu z tym tytułem!


Wiek: od 10 lat
Liczba graczy: 1
Czas rozgrywki: 25 min.

2 komentarze: