niedziela, 12 sierpnia 2018

Ruszyłbym na Smoka - recenzja gry

Wydawnictwo Black Monk
2018
ROK WYDANIA


Ruszyłbym na smoka... ZŁOŻONOŚĆ ✳✳✳✳
I Would Fight the Dragon... (ang. edycja) WYKONANIE ✳✳
GRA KARCIANA, GRA IMPREZOWA  KLIMAT
LICZBA GRACZY: 3-8 INTERAKCJA
CZAS GRY: 30-45 min. LOSOWOŚĆ
WIEK: 13+ REGRYWALNOŚĆ
DESIGNER: Talon Coleman SKALOWALNOŚĆ
INNE GRY AUTORA: Dragonfire  
MECHANIKA/ROZGRYWKA:
STORYTELLING
BLEF
ZBIERANIE ZESTAWÓW KART
ZARZĄDZANIE RĘKĄ
TYLKO JEDEN GRACZ PRZEGRYWA

OCENA


W TELEGRAFICZNYM SKRÓCIE

Zmodyfikowana gra w popularnego "Cygana" w otoczce fantasy, bazująca na storytellingu i blefie.
Zagrywaj karty, blefując iż nie posiadasz odpowiedniego rodzaju karty sprzętu pozwalającego wyruszyć na śmierć (to jest na smoka!), wymyślając przy tym zabawne wymówki w klimacie fantasy. Przeciwnicy sprawdzają lub nie.



CIEKAW(k)OSTKA

Autorem gry jest Talon Coleman, który do spółki z dziewięcioma innymi designerami, stworzył również bardzo dobrze przyjętą strategię Dragonfire, będącą reimplementacją gry Shadowrun: Crossfire.


Ruszyłbym na smoka... to szybka i pełna humoru karcianka bazująca na mechanice znanej z popularnej gry w "Cygana". Tutaj jednak przenosimy się do fantastycznej krainy, która została zaatakowana przez paskudne smoczysko. Król prędko zebrał kwiat rycerstwa - czyli nas! - i nakazał smoka ubić. Jednak podstarzałym i leniwym rycerzom nieśpieszno jest wyruszyć do boju w którym niechybnie zostaną  potraktowani ogniem i pazurami. Tutaj do akcji wkraczamy my, starając się wymigać od obowiązku i wymyślając przeróżne, wyssane z palca historie, mające na celu usprawiedliwić nas przed wyprawą do smoczej jamy. Jednocześnie pomagamy innym rycerzom skompletować sprzęt, niezbędny do wyruszenia na smoka.

ZASADY
Karty podzielone są na 5 rodzajów symbolizujących elementy ekwipunku rycerskiego: zbroję, hełm, tarczę, broń, no i oczywiście rumaka. Gracze otrzymują na rękę po 4 losowe karty ze stosu, który przed partią zostaje odpowiednio przygotowany aby ograniczyć liczbę każdego rodzaju ekwipunku. W swojej turze kładziemy wybraną przez nas kartę na stół mówiąc np. "Ruszyłbym na smoka, ale niestety moja zbroja jest w naprawie u kowala", przekazując następnie zasłoniętą kartę przed kolejną osobę. Rzecz jasna możemy blefować i położoną kartą może być właśnie zbroja jak i dowolny inny rodzaj sprzętu. Osoba przed którą wylądowała karta (w ten sposób zbierany stosik karty zwiemy Sakwą) może nas sprawdzić, lub dołożyć kolejną kartę od siebie, a karty przekazać dalej. Jeśli osoba posądzona o oszustwo zostanie przyłapana (w Sakwie jest przedmiot o który twierdzi że go nie ma) bierze kartę i kładzie odkrytą przed siebie. Jeśli w ten sposób którykolwiek z graczy zbierze komplet ekwipunku, przegrywa grę. Jeśli z kolei osoba sprawdzająca popełni pomyłkę, osoba sprawdzana przekazuje jej dowolną kartę z Sakwy, lub ze swojej ręki. Po dowolnym odsłonięciu gracze dobierają karty  a rozgrywka toczy się aż jeden z graczy zbierze komplet sprzętu. To jemu przyjdzie wyruszyć na wyprawę przeciwko smoku (innymi słowy - przegrywa).

WRAŻENIA Z ROZGRYWKI
Bez wątpienia Ruszyłbym na smoka... najlepiej sprawuje się jeśli gracze zdecydują się choć na szczątkowy storytelling i zabawę w wymyślanie przeróżnych historii i łgarstw mających uniemożliwić im skompletowanie ekwipunku (podobnie jak ma to miejsce w grze Gloom). Z tego też powodu, jak i dzięki możliwości gry aż w 8 osób, gra najlepiej sprawdza się jako imprezówka, którą można włożyć naprędce do kieszeni. Bardzo szybki setup i krótka instrukcja pozwolą nam ruszyć do zabawy niemal z marszu. Ogrywanie ograniczające się do zdawkowego podawania brakującego sprzętu sporo traci na klimacie, przypominając znaną chyba wszystkim popularną grę w "Cygana", odzianą jednak w szaty fantasy. Króluje blef i interakcja, na których to gra bazuje. Cieszy możliwość stosunkowo bezproblemowej gry w plenerze, jako że karty trzymamy na ręce i potrzebujemy niewiele miejsca na rozkładanie posiadanego sprzętu i Sakwę. Dobra wiadomość dla tych, którzy nie lubią gier w których króluje rywalizacja - tutaj przegrywa jedna osoba, która jako pierwsza zbierze komplet sprzętu, co pozwala cieszyć się zwycięstwem większej liczbie graczy (idealna gra na rozstrzygnięcie kto pozmywa/kto leci do sklepu). Regrywalność spora, a z racji krótkiego czasu rozgrywki zapewne nie skończycie na jednej partii, natomiast aby się bawić potrzebujemy minimum 3 osoby, aczkolwiek polecałbym zasiadać do gry co najmniej we czworo, dla większego funu.

PRZEMYŚLENIA
Ruszyłbym na smoka... mocno traci bez snucia historii i jest wówczas zaledwie średniakiem. Przyjemnym, ze sprawną rozgrywką, ale jednak średniakiem, co ma odbicie w ocenie końcowej. Aby rozgrywka nie okazała się porażką potrzebujemy odpowiednich osób, które "wyciągną" z gry wszystko co ma do zaoferowania. Chodzi głównie o narrację i wymyślanie absurdalnych wymówek mających nas  uchronić przed wyprawą na smoka. U nas panowała zasada, iż osoby z wiarygodną/śmieszną wymówką nie byli zbyt często sprawdzani. Oczywiście nie jest to regułą, ale znacznie uatrakcyjnia zabawę i skłania graczy do storytellingowego podejścia.  

DLA KOGO
Na imprezę!
Dla początkujących
Dla wielbicieli smoków


LINKI

WIDEOINSTRUKCJA WYDAWNICTWA BLACK MONK

STRONA GRY NA BOARDGAMEGEEK

PLUSY
Świetna gra ze storytellingiem
Pudełeczko zmieści się w kieszeni
Bardzo szybki setup
Spora interakcja między graczami
Zabawne ilustracje w klimacie fantasy

MINUSY
Bez storytellingu średniak
Czarne obwódki kart podatne na zarysowania
Dla niektórych to tylko wariant gry w "Cygana"
 

Serdeczne podziękowania dla wydawnictwa Black Monk, za udostępnienie gry do recenzji!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz